poniedziałek, 27 kwietnia 2020

Słowa, słowa, słowa...

Czy wiesz, że Biblia mówi: 
Prz.18:21 „Śmierć i życie są w mocy języka, a kto go miłuje, spożyje jego owoc” 
Moc życia i śmierci zwiera się w tym, co mówisz. To, co wychodzi z Twoich ust ma niebywały potencjał. 
Wiele małżeństw nie przetrwało, ponieważ, ktoś nie był w stanie utrzymać swojego języka na wodzy. 
Niektórzy z nas mają problem z obrazem samego siebie, ponieważ rodzice nie wypowiadali nic pozytywnego na ich temat. Mówili same negatywy w ich kierunku. Biblia mówi, że będziesz oglądał owoc, tego co wypowiadasz. Dlatego z niektórych domów dzieci tak szybko uciekają. 
Pomyśl, jaka jest Twoja główna postawa, gdy mówisz o sobie? 
Jaki jest Twój wizerunek samego siebie? 
Czy wiesz, że własnymi słowami możesz sobie wykopać grób? 
Jeśli będziesz się dołować, to niebawem do Twojej codzienności wkradnie się depresja. Jeśli mówisz, że Ci ciągle brakuje na życie, będzie Ci brakowało jeszcze bardziej. 
Zastanów się, co mówisz na temat swoich dzieci, pracy, biznesu, małżeństwa, swojej życiowej sytuacji. 
Jak często na pytanie: 
- Co słychać?, odpowiadasz: 
- Stara bida, teściowa ma raka, szef w firmie mnie wkurza, syn jest zbuntowany i w żaden sposób nie mogę się z nim dogadać. 
To co wypowiadasz – to wzmacniasz i kreujesz w swoim życiu. 
Powiesz, no dobrze, ale czy to znaczy, że mam kłamać na temat mojej rzeczywistości? Przecież jak jestem chory, to jestem chory, jeśli jestem slaby, to jestem słaby. Jeśli mam długi, to mam długi. 
Tylko, że tu nie chodzi o to, że masz kłamać. Masz jedynie cytować to, co na Twój temat mówi Słowo Boże i zgadzać się z tym. 
Biblia mówi „Niech słaby powie, że jest mocny" 
Mimo, że moje życie wygląda strasznie, ale wychodzę z tego, nie wiem jak, ale wiem, że wychodzę. Biblia mówi: „Niech chory powie, że jest zdrowy” 
- Tak, wiem co mówi Biblia, ale mój lekarz powiedział, że jestem chory, moje ciało też mówi, że jestem chory. 
- STOP! Zatrzymaj się! Biblia mówi Iz.53:5 „ Jego ranami jesteśmy uzdrowieni” 
Rozumiesz? Nie byliśmy, nie będziemy, ale jesteśmy teraz! 
Ranami Jezusa jesteś uzdrowiony! Zgadzaj się z Bogiem, a nie z sytuacją w jakiej się znajdujesz. 
Bóg dokonał dzieła stworzenia, używając słowa. On powiedział: "Uczyńmy człowieka na nasz obraz i podobieństwo". Jesteśmy uczynieni na obraz samego Boga. Człowiek ma kreować swoją rzeczywistość tak, jak czynił to Bóg, używając słowa. On nigdy nie odwołał mocy, jaką dał słowu. 
Niech pokonany powie, że jest zwycięzcą, gdyż większy jest Ten, który jest we mnie – Jezus Chrystus! Amen! 
Słowa niosą wielką energię, zostawiają odcisk na życiu naszym i innych. 
Błogosław, a nie przeklinaj! 
Nie narzekaj. 
Nie obmawiaj.
Nie plotkuj. 
Wypowiadaj słowa otuchy i zachęty. 
Uważaj, co mówisz, bo duchowa rzeczywistość reaguje na to, co wychodzi z naszych ust. Wypowiadaj Boże słowa i pamiętaj, że On mówi:
 Prz.4:20-22 „Synu mój, zważaj na moje słowa, ku moim naukom nakłoń swe ucho. Niech nie schodzą ci z oczu, zachowaj je wgłębi twojego serca. Są bowiem życiem dla tych, którzy jej znajdują i lekarstwem dla całego ich ciała” 
Mów zatem Bożym Słowem, gdyż staje się ono rzeczywistością, gdy je wypowiadamy. Naucz się używania słów, które będą pracowały dla Ciebie. Praktykuj wypowiadanie pozytywnych słów, a będziesz oglądał zadziwiające zmiany w każdej dziedzinie swojego życia. 
- Jak Się czujesz mój czytelniku, co u Ciebie słychać? 
- Chwała Bogu, wszystko dobrze! 
I takich słów się trzymajmy, bo one dają życie!

czwartek, 23 kwietnia 2020

Raz na zawsze!

Właśnie wysłuchałam na Youtube kazania 
o. Szustaka na temat: „Jak się wyspowiadać bez księdza” 
I co? Jakie wnioski? 
Ano takie, że jestem zdruzgotana! 
Sparafrazuję kazanie o. Szustaka, żeby było wiadomo o czym mowa: 
Dzisiaj w swoim domu, usiądź przed Panem Jezusem i wzbudź w sobie żal doskonały. Jeśli ktoś wzbudzi w sobie żal doskonały, to doznaje takiego miłosierdzia, jak przy spowiedzi. Żal doskonały jest na potrzebny wtedy, gdy nie ma dostępu do kapłana (tak, jak teraz w czasie pandemii) Czyli usiądź przed Jezusem, wyznaj swoje grzechy. Połóż to całe błoto na swojej twarzy (błoto w rozumieniu -grzechy) Powiedz: Jezu, ja Ciebie tak bardzo kocham i żałuję tego, że Ciebie obraziłem, że zniszczyłem naszą relację. Dotknie Cię wtedy Boże miłosierdzie, tak samo jak w czasie spowiedzi. Jezus zmyje z twojej twarzy to całe błoto. Potem, gdy będzie taka możliwość i okazja do spowiedzi, to należy do spowiedzi pójść, aby kapłanowi wyznać te grzechy.” 
Ja nie wierzę! 
Czy naprawdę tak działa wiara katolicka? 
Poprawcie mnie, jeśli się mylę. 
A może by tak odwołać się do zdrowego rozsądku? 
W moim rozumieniu, jeśli Jezus przychodzi i zmywa z twarzy to całe błoto (grzechy), to logika podpowiada, że zostały one zmyte. 
Po jakie licho trzeba potem pójść do spowiedzi i jeszcze raz wyznać te same grzechy  kapłanowi? 
Przecież one zostały zmyte przez samego Jezusa. 
Ja tego nie rozumiem. 
Musisz pójść do spowiedzi, żeby zmyć je kolejny raz? 
To co? Niby spowiedź przed kapłanem ma większą moc? 
Kapłan zrobi to lepiej, gdyż wszelkie rytuały zostaną zachowane? 
To, że sam Pan Jezus Ci wybaczył nie wystarcza? 
Ja już nawet nie chcę się zagłębiać w praktykowanie spowiedzi, gdyż wiara w konieczność cotygodniowego, czy nawet codziennego obmywania się z grzechów nie jest biblijna. 
Raczej przypomina mi starotestamentowe rytuały, gdzie ciągle i ciągle krew kozłów i baranów na pewien czas zakrywała grzechy ludu izraelskiego. 
I dzisiaj, ponownie ludzka tradycja bierze górę, a kościelne rytuały przeczą prostej prawdzie biblijnej? 
A co z Jezusem? 
Co Jego ofiarą za nas? 
Przecież Pismo podaje, że była wystarczająca i że wykonała się raz na zawsze! 
Raz na zawsze!!! 
Hebr. 10: 9-10 „Oto idę, abym spełniał wolę Twoją. Usuwa jedną [ofiarę], aby ustanowić inną. Na mocy tej woli uświęceni jesteśmy przez ofiarę ciała Jezusa Chrystusa raz na zawsze".
Hebr. 10:16-18 „Takie jest przymierze, które zawrę z nimi w owych dniach, mówi Pan: dając prawa moje w ich serca, także w umyśle ich wypiszę je. A grzechów ich oraz ich nieprawości więcej już wspominać nie będę. Gdzie zaś jest ich odpuszczenie, tam już więcej nie zachodzi potrzeba ofiary za grzechy
Link do kazania o. Szustaka, zamieszczam specjalnie dla Leszka. Mowa na temat spowiedzi zaczyna się od 16"40
https://www.youtube.com/watch?v=bkAx-qQrPp4


sobota, 18 kwietnia 2020

Nie pozwól sobie wmówić, że jest inaczej...

Kiedyś tam...
Wtedy, gdy jeszcze należałam do społeczności KK, nigdy nie oglądałam w moim życiu manifestacji mocy i zwycięstwa. Nie wiedziałam, że człowiek to duch, dusza i ciało. Może dlatego, że mi tego nigdy w taki sposób nie głoszono. 
Dopiero gdy, świadomie przyjęłam zbawienie przez wiarę z łaski, dotarło do mnie, że jedna trzecia mnie jest już w pełni doskonała, gdyż mój duch został na nowo stworzony, stworzony w sprawiedliwości i prawdziwej świętości. Zmiana zaszła w moim duchu, nie w sferze fizycznej. 
Teraz, gdy zaczęłam odnawiać mój umysł, odkrywam to wszystko, co Bóg już włożył do mojego wnętrza. Kiedy zaczęłam przyjmować, to, co on już zrobił, Jego obecność i moc zaczęła się manifestować w moim życiu. Zaczęłam też oglądać zmiany w życiu ludzi, którym głosiłam Jezusa, a oni przyjęli Go do swojego życia. 

Większość Chrześcijan wierzy, że Bóg może zrobić wszystko, ale doświadczają bardzo niewiele. 
Dlaczego tak się dzieje? 
Dlatego, że uważają, iż Bóg może uwolnić swoją moc, patrząc na ich zachowanie. Myślą, że Boża moc jest gdzieś tam i muszą zasłużyć, żeby ją zdobyć. Ich uwaga skupia się na tym, co oni powinni zrobić, zamiast na tym, co Chrystus już zrobił. 
Musisz sobie uświadomić, że kiedy rodzimy się na nowo, Bóg wkłada moc, namaszczenie, zwycięstwo, radość i pokój do naszego wnętrza w niebywałej obfitości. Stajemy się w jednej trzeciej całkowicie zbawieni, a nasz nowy duch jest tak święty i mocny, jak będzie przez całą resztę wieczności. 
Kiedyś dostaniemy nowe ciała i nową duszę do kompletu z nowym duchem. Do tego czasu to Twoja dusza i ciało  przechodzą proces przemiany. Do tego czasu Twoje chrześcijańskie życie, to odnawianie umysłu i uznanie tej doskonałości, jaka już jest w Twoim duchu po to, żeby Twoja dusza i ciało fizyczne mogły doświadczać dobrodziejstw płynących z faktu zbawienia. 
Przemiana umysłu, to transformacja, metamorfoza z osoby zgorzkniałej, poranionej, chorej, pokonanej – w osobę kochającą, uzdrowioną, zwycięską, radosną i pełną pokoju. 
Musisz uwierzyć, że w Chrystusie taki właśnie jesteś, o czym tak pięknie mówi Słowo Boże. Czytaj Biblię i umacniaj w sobie to przekonanie, a zobaczysz jak bardzo Cię przemieni. Zobaczysz, jak to wszystko, co zostało zdeponowane w Twoim nowym duchu, zamanifestuje się w Twojej duszy i ciele. 
Pamiętaj, że Jezus stał się tym, czym byłeś, abyś mógł stać się tym, kim On jest. 
Pamiętaj, że On zabrał Twój grzech i dał Ci swoją sprawiedliwość (świętość) 
Jesteś przez Boga całkowicie zaakceptowany, On widzi Ciebie w duchu. 
Pamiętaj, że gdy narodziłeś się na nowo, stałeś się całkiem nowym stworzeniem, na które Bóg patrzy z miłością i zadowoleniem. 
Nie pozwól sobie wmówić, że jest inaczej.

sobota, 11 kwietnia 2020

Uratowałeś mnie...


Bóg od początku miał plan, 
aby uratować Ciebie i mnie...
Wielki, Nieograniczony i Potężny Bóg musiał zmieścić się w ze wszech miar ograniczonym ludzkim ciele, aby zbawić Ciebie i mnie przez swoją śmierć i to na dodatek śmierć krzyżową... 
Gdy przed oczami, przemykają mi te wszystkie razy, 
które Jezu przyjąłeś za nas, za mnie, 
nie mogę myśleć o tych Świętach w kategoriach "jajko - zajączek- kurczaczek i bazie"
bo nijak się to ma do tego wszystkiego, 
co właśnie zaczynamy wspominać....








Przepiękny utwór z dedykacją pokoju w Was.... 


piątek, 10 kwietnia 2020

Zrób to sam...

Zbliżają się najważniejsze dla Chrześcijan Święta, które stanowią dobrą okazję, aby samodzielnie przygotować i spożyć Wieczerzę Pańską. 
Nie zapominaj, że Wieczerza Pańska (Komunia) to dla nas chrześcijan otwarte niebo.

Nie potrzebujesz pastora, ani kapłana. Pamiętaj, że jeśli jesteś osobą wierzącą, to jesteś też kapłanem. (tak mówi Pismo)
1 Piotra 2:9 „ Ale wy jesteście rodem wybranym, królewskim kapłaństwem, narodem świętym, ludem nabytym, abyście rozgłaszali cnoty tego, który was powołał z ciemności do cudownej swojej światłości” Pamiętaj zatem, że poza kościołem, Ty sam jako królewski kapłan kwalifikujesz się, aby uczestniczyć w Wieczerzy samodzielnie. 
Gorąco Cię namawiam, abyś spożył Wieczerzę Pańską w zaciszu swego domostwa, ze swoimi najbliższymi, a jeśli nie ma ich z Tobą, spożyj ją sam. 
Uczyń to z całą świadomością tego, co Chrystus wywalczył dla Ciebie na krzyżu. Bądź pełen wdzięczności, że Bóg Ciebie znowu obdarowuje Jezusem , bo to, co najlepsze pochodzi właśnie od Niego. 
Jednak zanim będziesz uczestniczył w Wieczerzy, uświadom sobie, że Bóg pragnie „aby Ci się we wszystkim dobrze powodziło i abyś był zdrów...” 3 Jana 1:2 

Przygotuj chleb i wino (może to być też opłatek i sok) 
Nie spiesz się. Pamiętaj, że Wieczerza Pańska nie jest rytuałem. 
Za chwilę na nowo, osobiście doświadczysz miłości Jezusa.
Usłysz, jak Jezus mówi do Ciebie: „Bierz i jedz, to jest ciało moje, złamane za Ciebie” Popatrz na Jego płonące miłością oczy, kiedy mówi do Ciebie: „Ten kielich, to nowe przymierze w mojej krwi, która się wylewa za Ciebie”. Zobacz Jezusa niosącego wszystkie Twoje grzechy i choroby. On na własnym ciele poniósł Twoje grzechy na krzyż. Zobacz, jak dźwiga na swoim ciele również Twoje fizyczne dolegliwości. Jeśli np. masz guza, to zobacz, jak ten guz zostaje przeniesiony na Jego ciało. Niezależnie od tego z jaką chorobą się zmagasz, zobacz ją na ciele Jezusa. Zobacz, jak zdrowie Jezusa przechodzi na Ciebie... Trzymając w rękach chleb, powiedz: Dziękuję Ci Jezu za Twoje złamane ciało, które przyniosło uzdrowienie mi, mojemu małżonkowi, moim dzieciom. Dziękuję Ci, że przez Twoje rany, sińce, uderzenia bicza, które spadły na Twoje ciało, zostaliśmy całkowicie uzdrowieni. Wierzę w to i przyjmuję to. Spożyj teraz chleb. 

Następnie weź do ręki kielich i powiedz: Dziękuję Ci Jezu za nowe przymierze w Twojej krwi. Twoja krew przyniosła mi przebaczenie i obmyła mnie z każdego grzechu. Wiem, że bez przelania krwi nie ma odpuszczenia grzechów. Wiem zatem, co reprezentuje ten kielich. Dzięki poświęceniu Jezusa, otrzymujemy właśnie w tej chwili całkowite oczyszczenie, nieskazitelność i pokój. Jesteśmy teraz w całkowitej harmonii z Bogiem w Jezusie Chrystusie.
Jak się teraz czujesz? 
Inaczej?



wtorek, 7 kwietnia 2020

Dlaczego odeszłam....

Dlaczego odeszłam z KK? 
Dlatego iż uznałam, że dosyć mam tej letniości (ale z całym przekonaniem mówię tu o letniości w moim rozumieniu – letniość -  mieszanie prawa z łaską, co w prostej  drodze prowadzi do totalnej schizofrenii) Katolicy wierzą, że Jezus umarł za nasze grzechy, ale i tak polegają na sobie i na drugim człowieku, biegając nieustannie ze spowiedzią do kapłana. 
To jest tak, jakby śmierci krzyżowej Pana Jezusa nigdy nie było. To tak, jakby On w sumie nie był bezpośrednią drogą do Ojca. 
Dla mnie KK jest po części martwy. Z każdej strony pozory, rytuały, tu dzwoneczki, tam jakaś niby-święcona woda, tu uderz się w pierś, tam przyklęknij, uważaj abyś stał przodem do ołtarza, przeżegnaj się przy napotkanej kapliczce „Matki Boskiej”, tu pielgrzymka do Częstochowy, tam do Lichenia, relikwie świętych i wiele, wiele innych. Nie wspomnę już o samej mszy świętej. Wszystko jest powtarzalne,  kazania, to często odczytanie jakichś tam wersetów z Biblii. Bez głębszej refleksji, bez budowania na tychże wersetach. Co jeszcze? W KK nie ma prawdziwej społeczności wiernych, nie ma więzi, nie ma relacji. Ludzie wychodzą z niedzielnej mszy i na tym kończy się ich duchowe życie, kończą się ich relacje, aż do następnej niedzieli. 
Biblia?...A jakże jest w każdym katolickim domu, ale w zdecydowanej większości Katolicy do nie nie zaglądają (też do niej nie zaglądałam, gdyż byłam przekonana, że nie pojmę jej treści- bo to właśnie mi wpajano, bo tak mnie uczono) 
Teraz wiem, że nie można wieść chrześcijańskiego życia bez znajomości Słowa Bożego, bez codziennego odnajdywania w nim Jezusa. 
KK stawia przede wszystkim na tradycję, Biblia jest tylko dodateczkiem. Wiesz, to tak jakbyś spóźnił się na seans filmowy dobre pół godziny i nijak nie wiesz o co chodzi. Kto z kim, kto kogo? Bez sensu. 
Jezus przyniósł nam radość i pokój, lecz chyba jednak na próżno tej radości szukać w KK. Jest za to mega paczka z potępieniem. "Nie możesz się spotkać z Jezusem ( komunia) bo nie byłeś w zeszłą niedzielę w kościele, bo nie wyspowiadałeś się, bo jesteś rozwodnikiem, bo , bo, bo, bo…" Teraz wiem, że są to jedynie ludzkie wymysły, które odsuwają ludzi od Boga. 
Już w zasadzie od końca liceum, coś mi w tym kościele nie pasowało, nie pasowała mi rutyna, powtarzalny schemat, skostniałe zasady. Nie czułam głębi, nie znałam relacji z Jezusem. Dużo później odkryłam, że duchowni w zasadzie nie potrafią przekazać mi żadnych wartości, jedynie zakazy, nakazy, doszła do tego jeszcze widoczna hipokryzja duchowieństwa związana z celibatem, a z czasem i pedofilia. 
Z biegiem lat narastała we mnie frustracja i potrzeba indywidualnego, osobistego doświadczania Boga.  No i znalazłam to, czego szukałam. 
Znajoma od jakiegoś czasu zapraszała mnie na spotkanie grupy domowej KZ. W sumie początkowo miałam opory, ale za którymś tam razem skorzystałam z zaproszenia ze zwykłej ciekawości. 
I szok!… To był strzał w dziesiątkę. 
Tam spotykali się chrześcijanie, mała grupka – 7 osób plus ja. Zaskoczyła mnie niebywale ciepła atmosfera, kawa, herbata, ciasto. Oni mieli ze sobą przyjacielską relację, oni się wspierali, opowiadali o swoich wzlotach i upadkach, o troskach, o radościach i smutkach. A potem czytali Biblię, omawiali konkretne wersety, dyskutowali. I co najciekawsze, byli tak zajarani Jezusem, że i ja zapragnęłam tak właśnie się poczuć. Zaczęłam uczęszczać na te spotkania systematycznie. Odkurzyłam moją Biblię, próbowałam się wczytywać w jej treść. Tak, jak mi podpowiedzieli, rozpoczęłam od Ewangelii, potem Dzieje Apostolskie, Listy apostołów, Apokalipsa, ST. Na spotkaniach grupy wsłuchiwałam się w Słowo, które nareszcie zaczynało mnie wciągać, zaczęło do mnie mówić, zaczęło do mnie docierać. 
No i wtedy to już oszalałam dla Jezus!
Na dobre rozpoczęła się moja z Nim przygoda.
Poznałam pastorów i całą społeczność. Wielki szacunek wzbudził we mnie fakt, że pastorzy oprócz głoszenia i zajmowania się sprawami Kościoła normalnie pracują zawodowo, mają żony, dzieci, mieszkania często na kredyt, jak przeciętni zjadacze chleba. W drzwiach kościoła witają wszystkich wiernych, zagadują, ludzie przytulają się do siebie, wszędzie widoczna zażyłość i entuzjazm. Radość ze spotkania!!! To było piękne. Ustrzeliły mnie głośne, spontaniczne modlitwy, no i kazanie (głoszenie), które ładowało akumulatory na cały tydzień, bo docierało do najgłębszych warstw mojego serca. (Spędzasz tam dwie godziny, a ciągle ci mało)
 Nie mogłam pojąć, dlaczego księża w KK prezentują w tej mierze taką nijakość, przecież mają tyle wolnego czasu, aby porządnie przygotować kazanie (ani żony, ani dzieci, pod nos podane śniadanie, obiad, kolacja, oprani, wyprasowani, pracy zawodowej niet, mieszkanko wysprzątanie nieopodal kościoła – dwa kroki.) ....
No i co? Doszło do mnie, że KK nie jest moim kościołem, a księża nie są moimi pasterzami. To była decyzja mojego serca. 
Po kilku miesiącach przyjęłam chrzest wodny, tak samo jak uczynił to Pan Jezus, z pełną świadomością i wiarą. 
Każde spotkanie mojego kościoła jest dla mnie radosnym poznawaniem Jezusa, bardziej i bardziej…
Jezus to radość, miłość i społeczność ludzi, którzy lubią przebywać w swoim towarzystwie, ludzi którzy budują jedni drugich, ludzi, którzy tylko czekają na okazję, aby pogadać o Jezusie...

piątek, 3 kwietnia 2020

Zostałeś usprawiedliwiony...

Czy zastanawialiście się kiedyś, jakie są rezultaty głoszenia Ewangelii? Ewangelii – czyli dobrej nowiny o Jezusie Chrystusie? Paweł w Liście do Rzymian (1:16) mówi, że Ewangelia uwalnia „Moc Bożą”, która przynosi Jego zbawienie do naszego życia. Przy czym słowo „zbawienie” nie oznacza jedynie wybawienia od piekła. 
Słowo tłumaczone jako „zbawienie” jest przebogate w swoim znaczeniu. W grece mamy tam słowo „soteria” – czyli „wyzwolenie od czegoś, zachowanie nas przed czymś, zabezpieczenie nas przed czymś” Słowo „soteria” obejmuje zatem każdy obszar naszego życia, który wymaga wyzwolenia, abyśmy mogli cieszyć się pełnią życia i powodzeniem w ciele, duszy i duchu. 
Zauważ, że tego zbawienia nie odnajdziemy w starym przymierzu prawa, bo tylko Ewangelia Jezusa jest tym, co uwalnia moc Bożą, która wnosi ochronę, uzdrowienie, uwolnienie i stabilizację w każdym obszarze życia. Nic więc dziwnego, że wróg sprzeciwia się każdemu, kto głosi Ewangelię o Jezusie Chrystusie. 
Jeśli chcecie, pragniecie aby pełnia Boża ogarnęła obszary, z którymi się w życiu zmagacie, to upewnijcie się , że słuchacie faktycznie Ewangelii o Jezusie,  Ewangelii Łaski Bożej. Upewnijcie się, że nie słuchacie zwiastowania opartego na prawie, lecz niesfałszowanej łaski Jezusa Chrystusa. 
Zapytajcie się siebie, czy dostrzegacie w swoim życiu owoc Ducha? 
Miedzy uczynkami, a owocem Ducha istnieje zasadnicza różnica. Uczynki są wynikiem własnych starań, wynikających z obciążenia przez wymogi prawa. Owoc natomiast to rezultat życia. Podobnie jak drzewo będzie w naturalny sposób wydawało dobre owoce, jeśli jest właściwie nawadniane i wystawiane na odpowiednią dawkę światła słonecznego, tak samo Chrześcijanin bez żadnych starań ze swojej strony, o ile będzie właściwie nawadniany i wystawiany na światło Bożej miłości, będzie owocował. 
Pamiętajcie, że całkowicie oczyszczony Duch Boży mieszka w Was, jeśli jesteście osobami wierzącymi. W Chrystusie macie nowe życie, nowy początek i nową przyszłość! 
Zatem nie pozwólmy, aby samopotępienie pozbawiło nas tego, co najlepsze. 
Uwierzcie, że samopotępienia nie można się pozbyć dzięki własnej silnej woli. 
Z chwilą, gdy uwierzyliście w dzieło Jezusa na krzyżu, zostaliście usprawiedliwieni na podstawie wiary. Wiara w Jezusa jest fundamentem trwałych przełomów, oraz autentycznej przemiany, która rozpoczyna się w Waszym wnętrzu, by następnie objawiać się na zewnątrz. 


środa, 25 marca 2020

Hmmm...Nic mi tu nie trybi!

Hmmm...a to ciekawostka... 
Chcę dzisiaj odwołać się do ostatnio promowanej w KK komunii duchowej, która zaczyna zyskiwać na popularności w związku z pandemią koronawirusa. Hmmm...tak sobie myślę, że odebranie Katolikom możliwości przyjmowania żywego ciała Pana Jezusa w najświętszym sakramencie, porównać można jedynie z odebraniem Żydom możliwości składania ofiar w Świątyni Jerozolimskiej...(Tak mi się jakoś skojarzyło...) 

Do rzeczy! 
Jak wiadomo na każdej katolickiej mszy składa się w ofierze prawdziwe ciało Chrystusa. 
Za pośrednictwem kapłana dochodzi do transsubstancjacji, czyli fizycznej przemiany chleba (opłatka) w ciało Jezusa i wina w krew Jego. 
Hmmm... No i tutaj coś mi nie trybi, gdyż... Jezus w czasie ostatniej wieczerzy, która jak wiemy miała miejsce przed Jego ukrzyżowaniem rozdaje uczniom chleb i wino... 
Czyli co? Czy w tamtym momencie ta transsubstancjacja już się dokonała??? 
A jeśli tak, to czy nie powinna się wcześniej dokonać pierwsza ofiara za grzechy? 
Proszę Was Katolicy, zastanówcie się chociaż przez chwilę... 
Jeśli ta ostatnia wieczerza była pierwszą mszą, to to, co Jezus podawał uczniom musiało być Jego ciałem, złamanym za grzechy świata....
Tylko, że tu nasuwa się proste pytanie??? Skoro ta ofiara została już złożona, to w jakim celu Jezus jednak poszedł na krzyż???

Jakiś czas temu pewien Katolik przekonywał mnie usilnie, że Jezus odchodząc do domu Ojca zostawił nam ludziom siebie żywego, dlatego Katolicy spożywają Jego fizyczne ciało 
i fizyczną krew. 
Hmmm....i tutaj znowu coś nie trybi...  
Pismo Święte pokazuje dobitnie, że Chrystus wstąpił do Nieba ze swoim fizycznym ciałem, na którym znajdowały się ślady męki i które po Zmartwychwstaniu pokazał apostołowi Tomaszowi, domagającemu się dowodu Jego powstania z martwych. (Dz.A.1:9-11) 
Co z tego wynika? Ano to, że jeśli, jak wierzą Katolicy w każdym konsekrowanym kawałku chleba (opłatka) mieszka Pan Jezus, to w takim razie kto siedzi po prawicy Ojca??? 
Jeśli Pan Jezus fizycznie wstąpił do nieba, to skonfrontuj to, bo jeśli fizycznie jest tam, to nie może być fizycznie nigdzie na Ziemi. W ciele zobaczymy Go dopiero podczas drugiego Jego przyjścia, jak podaje Pismo.
Dzisiaj kłamstwa katolickie o tej rzekomo faktycznej obecności Jezusa w opłatku, któremu trzeba oddawać cześć wzięły w łeb. Obecnie akceptują duchowe przyjmowanie Chrystusa. Szok!!! Wszystkie katolickie potęgi nagle przejmują wiarę protestantów.
Paradoksalnie koronawirus wyprowadził tysiące, jak nie miliony Katolików z błędu. 
Protestanci już dawno głosili: Uwierz w Jezusa i zaproś Go do swego serca. Uczyń to raz, a nie tyle razy, ile ksiądz będzie Ciebie karmił opłatkiem...
A gdy księdza zabraknie, tak jak w obecnej rzeczywistości, to klops! 
Naprawdę chcesz mi powiedzieć, że Twoja relacja z Jezusem jest możliwa jedynie dzięki „czarom-marom” księdza??? 
Naprawdę wierzysz, że w opłatku mieszka żywy Bóg-Jezus? 
Powiem Ci coś: Przez tysiąc lat chrześcijaństwa transsubstancjacja nie była znana chrześcijanom!!! A jedyne ciało Jezusa na Ziemi, to ciało duchowe społeczności Kościoła.
W czasie Wieczerzy Pańskiej jest głoszona śmierć i zmartwychwstanie Jezusa do czasu aż przyjdzie. Odprawiana jest na pamiątkę!!! NA PAMIĄTKĘ!!! Głosimy, iż pamiętamy o dziele Jezusa na krzyżu, jego zmartwychwstaniu i powtórnym przyjściu w chwale. Głoszona jest Ewangelia! Ludzie zbawieni, którzy uczestniczą w wieczerzy, wyznają też, że trwają w posłuszeństwie Chrystusowi. Bo jeśli świadomie trwasz w jakimś grzechu, to po prostu przyznaj, że Jezus Chrystus już ci to przebaczył, a Duch Święty pomoże Ci się z nim uporać - bez spowiedzi, bez księdza, w bezpośredniej relacji z Bogiem.
Bóg przebaczył Ci w chwili, gdy zawołałeś do Niego -"Jezu zbaw mnie, bo tylko w Tobie jest moja nadzieja, tylko i wyłącznie w Tobie jest moje zbawienie, zapraszam Cię do mojego życia" 
Nie ma innego imienia, w którym  moglibyśmy być zbawieni. Nie dano pod niebem żadnego innego imienia. Nie możesz wezwać Marii, Józefa, czy kogoś innego. Musisz osobiście zawołać do Jezusa : "Jezu ratuj mnie! "
Ci którzy zaufali Jezusowi, mogą wiedzieć, że teraz są pod ochroną wszechmocnego Boga,
Kol. 1:13-14 "który wyrwał nas z mocy ciemności i przeniósł nas do królestwa syna swego umiłowanego, w którym mamy odkupienie i odpuszczenie grzechów” 
Ilu grzechów? 
Wszystkich!!!!!! 
Przeszłych, teraźniejszych i przyszłych!!!!
Bo tak nota bene w chwili śmierci Jezusa nie było Ciebie jeszcze na świecie, a więc wszystkie Twoje grzechy były przyszłe!!!!
Drzwi do Nieba są otwarte, każdy kto chce może wejść, ale tylko przez wiarę w dzieło Jezusa (bo wąska i ciasna jest brama, ta brama ma szerokość ramion Jezusa Chrystusa)
Pamiętajmy!
Bóg chce aby prawdziwi czciciele oddawali mu cześć w duchu i w prawdzie!!! W DUCHU i w prawdzie. Nie w świątyni, nie w opłatku!!! W duchu i w prawdzie.
Pismo Święte mówi: Dz.A 17:24-25 Bóg, który stworzył świat i wszystko na nim, On, który jest Panem nieba i ziemi, nie mieszka w świątyniach zbudowanych ręką ludzką i nie odbiera posługi z rąk ludzkich, jak gdyby czegoś potrzebował, bo sam daje wszystkim życie i oddech, i wszystko”. 
AMEN!


sobota, 21 marca 2020

Nie dosięgnie cię nic złego...


PSALM 91 - POD OSŁONĄ NAJWYŻSZEGO

"Kto mieszka pod osłoną Najwyższego,
Kto przebywa w cieniu Wszechmocnego,
Ten mówi do Pana: Ucieczko moja i Twierdzo moja,
Boże mój, któremu ufam.
Bo On wybawi cię z sidła ptasznika
I od zgubnej zarazy.
Piórami swymi okryje cię.
I pod skrzydłami Jego znajdziesz schronienie.
Nie ulękniesz się strachu nocnego,
Ani strzały lecącej za dnia,
Ani zarazy, która grasuje w ciemności,
Ani moru, który poraża w południe.
Chociaż padnie u boku twego tysiąc,
A dziesięć tysięcy po prawicy twojej,
Ciebie to jednak nie dotknie.
Owszem, na własne oczy ujrzysz,
I będziesz oglądał odpłatę na bezbożnych.
Dlatego, że Pan jest ucieczką twoją,
Najwyższego zaś uczyniłeś ostoją swoją.
Nie dosięgnie cię nic złego,
I plaga nie zbliży się do namiotu twego,
Albowiem aniołom swoim polecił,
Aby cię strzegli na wszystkich drogach twoich.
Na rękach nosić cię będą,
Byś nie uraził o kamień nogi swojej.
Będziesz stąpał po lwie i po żmii,
Lwiątko i potwora rozdepczesz,
Ponieważ mnie umiłował, uratuję go,
Wywyższę go, bo zna imię moje.
Wzywać mnie będzie, a ja go wysłucham.
Będę z nim w niedoli,
Wyrwę go i czcią obdarzę.
Długim życiem nasycę go,
I ukażę mu zbawienie moje."
AMEN!

poniedziałek, 16 marca 2020

Ludzie, co z Wami jest nie tak?

Ostatnio, gdy obserwuję to narastające poruszenie związane z koronawirusem, zastanawiam się czy naprawdę wpadamy w panikę tylko wtedy, gdy mamy do czynienia z zagrożeniem naszego życia? 
Gdy choroba dotyka nas, lub naszych najbliższych, trzęsiemy portkami i użalamy się nad sobą... 
Strach potęguje świadomość, że zagrożenie wtargnęło na nasze prywatne podwórko i bezpośrednio zaczyna nas dotykać. Siedzimy w skupieniu przed telewizorem i z przejęciem śledzimy rozwój sytuacji.
Dlaczego nie dotyka nas do szpiku kości informacja o dziesiątkach tysięcy zgonów dzieci afrykańskich? 
Często na fejsie pojawiają się wpisy Unicefu na temat tragedii ludzi  z Chin,  Indii,  Indonezji, Etiopii, Kongo, Pakistanu, Bangladeszu czy Jemenu ,umierających każdego dnia z głodu?  Z GŁODU!!! 
Tylko nieliczni zagłębiają się w te doniesienia, ale większość z nas przechodzi obok tematu obojętnie. Nie mówiąc o tym, aby przeznaczyć chociażby niewielki datek ze swojego domowego budżetu na ratowanie głodujących. 
Proszę porównać sobie statystyki umieralności na koronawirusa z tymi, które określają umieralność z głodu. KAŻDEGO DNIA z głodu umiera 15 tysięcy dzieci!!!  KAŻDEGO DNIA!!! Z głodu i chorób będących jego wynikiem.  
Na koronawirusa od grudnia na całym świecie zmarło ok. 7 tysięcy osób.  7 tysięcy w przeciągu trzech miesięcy, co daje średnio 78 osób dziennie vs 15 tysięcy dziennie umierających z głodu. Czyż te liczby nie powalają???? W Jemenie co 6-10 minut umiera dziecko i to nie z powodu pandemii koronawirusa, ale zwyczajnie z głodu. 
Jesteśmy nieczuli jeśli mowa o innych, gdzieś tam na końcu świata, ale w sytuacji gdy chodzi o nas samych, oczekujemy pomocy, medykamentów, środków higienicznych, opieki, szczepionek itp. 
Nerwowo przebieramy nogami, oczekując wsparcia. 
Nawalamy jako ludzie, gdy mowa o obcych, nasze człowieczeństwo ujawnia się dopiero, gdy śmierć zagląda w nasze oczy... Ludzie, co z Wami jest nie tak? Ocknijcie się...

czwartek, 12 marca 2020

Zdrada Chrystusa?

Jak czytamy w mediach, biskupi papiescy zrezygnowali z odprawiania mszy, z powodu pandemii koronawirusa. No i chwała im za to, bo czyż nie trzeba w obecnej sytuacji posłuchać zdrowego rozsądku? 

W jakim celu gromadzić wiernych w kościele w czasie, gdy wiemy że wirus szaleje? 
Czytamy w Piśmie, że nawet  Pan Jezus, gdy szatan stawia Mu wyzwanie, nie rzuca się w dół i nie wystawia Boga na próbę, więc dlaczego my mielibyśmy to robić? 
Mt 4,5 "Wtedy wziął Go diabeł do Miasta Świętego, postawił na narożniku świątyni i rzekł Mu: Jeśli jesteś Synem Bożym, rzuć się w dół, jest przecież napisane: Aniołom swoim rozkaże o tobie, a na rękach nosić cię będą, byś przypadkiem nie uraził swej nogi o kamień" 

Sam Jezus gdy charakteryzował czasy końca, mówił: "Bądźcie czujni". Bo czyż podstawą funkcjonowania człowieka w społeczeństwie nie jest trzeźwość umysłu?
Publicysta Paweł Lisicki pisze, że zawieszenie mszy świętych w Watykanie, to zdrada Chrystusa. Hmmm…tylko, według mnie jest dokładnie odwrotnie. 
My biblijni chrześcijanie w oparciu o Słowo Boże wiemy, że Jezus bezpośrednio przychodzi do człowieka i żaden ksiądz nie jest mu do tego potrzebny, a już na pewno nie musi szukać Boga w budynku jakim jest kościół. I tu warto odwołać się do słów zawartych w Biblii:
Dz. A. 17:24-25 „ Bóg, który stworzył świat i wszystko na nim, On, który jest Panem nieba i ziemi, nie mieszka w świątyniach zbudowanych ręką ludzką  i nie odbiera posługi z rąk ludzkich, jak gdyby czegoś potrzebował, bo sam daje wszystkim życie i oddech, i wszystko”. 
Jak Katolik ma żyć bez mszy, bez eucharystii? I tutaj jest pies pogrzebany...
Czy hierarchowie dbają o zdrowie Katolików? Was drodzy Katolicy gonią na msze, ale sami odwołali swoje plenarne spotkanie Episkopatu Polski. Hipokryzja???? Już nawet nie wspomnę o nieodwołanych pielgrzymkach na Jasną Górę…
Jezus jest potężnym, żywym Bogiem, który chce wejść do Twojego serca, a nie do Twoich ust, do Twojego żołądka w postaci opłatka. Jezus chce wejść do Twojego serca  raz na zawsze. 
Proboszcz jednej z parafii w Waszyngtonie trafił do szpitala po tym, gdy wykryto u niego obecność koronawirusa. Ponad pół tysiąca wiernych, z którymi miał styczność objęto kwarantanną. Chory duchowny, nie wiedząc o zakażeniu, rozdawał wiernym komunię i witał się z wieloma osobami poprzez uścisk dłoni.- pisze  "The Independent". 
Jeśli naprawdę Katolicy wierzą w to, że w opłatku jest żywy Chrystus, to także powinni mieć pewność, że skoro przyjmują ciało Boga, to nie może z tym się wiązać jakiekolwiek  zagrożenie, w tym konkretnym przypadku - zakażenie. Bo w przeciwnym razie jakiż to Bóg??? 
Nie ma Boga w opłatku, a wieczerzę Pańską w postaci chleba i wina spożywamy jedynie na pamiątkę! NA PAMIĄTKĘ!!! 
Rozumiem, że ochrona życia w KK ogranicza się jedynie do walki o zakaz aborcji, a gdy trzeba ograniczyć praktyki religijne, to już życie nie jest takie święte. 

Ja wiem, że Katolicy od wieków są tresowani przez swoich pasterzy. Emocjonalne przywiązanie do kościoła też nie jest tu bez znaczenia. Ale może czasami trzeba zrobić krok do przodu, krok w kierunku prawdy Bożego Słowa, krok w stronę Chrystusa. Może pora skończyć z uzależnieniem od kapłanów i budynków kościelnych, bo z prawdziwą wiarą nie ma to nic wspólnego.




wtorek, 18 lutego 2020

Kościół katolicki utrzymuje państwo polskie...heh...


Kościół idzie z duchem czasu. Nie masz na tacę? Zapłać kartą!

Dzisiaj na fejsie przeczytałam ciekawy wpis i aż zachodzę w głowę, jakich niestworzonych rzeczy można się czasami, mimochodem dowiedzieć... 
Na łamach fronda.pl niejaki ks. Wojciech Węgrzyniak  "uświadamia", że to nie państwo polskie utrzymuje kościół, ale jest dokładnie odwrotnie - Kościół utrzymuje państwo polskie
A oto fragment artykułu :
"...Musimy ustalić pojęcia i raz na zawsze zrozumieć, że Kościół to jest wspólnota ludzi a nie biskupi i księża. A skoro państwo składa się z obywateli, to znaczy, że państwo polskie z 90% składa się z Kościoła katolickiego. To Kościół płaci państwu polskiemu największe podatki i to Kościół w dużej mierze utrzymuje państwo polskie. Jeśli chcemy całkowitego rozdziału Kościoła od państwa, to nie ma problemu. Katolicy mogą przestać płacić podatki i zorganizować sobie swoje przedszkola, szkoły, uniwersytety, szpitale, straż, a nawet swoją policję. Z tych wszystkich podatków, które wpłacamy jako obywatele do państwa, zorganizujemy sobie spokojnie życie bez wypominania nam, że my tylko bierzemy od państwa". 
Tak nota bene, to spokojne życie już sobie zorganizowaliście drodzy książęta, ale jak widać zawsze warto pójść o krok dalej...
To by było na tyle...
link do artykułu:
 https://www.fronda.pl/a/panstwo-utrzymuje-kosciol-oto-cala-prawda-ks-wojciech-wegrzyniak,120704.html

niedziela, 16 lutego 2020

Złodzieje cudzych komentarzy...

Tak sobie myślę, że niektórzy ludzie nie mając niczego ciekawego do powiedzenia, karmią się tym wszystkim, co piszą inni... 
Zastanawiam się, czy uczciwe jest wykradanie cudzych komentarzy i rozprawianie się z ich treścią na swoim blogu? 
Mało tego, obrażanie autora przywłaszczonego komentarza sprawia złodziejowi niebywałą frajdę, a histeryczny wręcz sposób odniesienia się do jego treści wręcz trąci obłędem.  
Mowa o komentarzu, który zamieściłam na blogu Asmodeusza pod postem "Wygwizdano nam prezydenta", a który to jedna z blogowiczek pozwoliła sobie "skubnąć" i zamieścić u siebie: ( https://blogaisab.wordpress.com/2020/02/15/biedny-pan-duda/ ) 
Ja wiem, że komentując w necie, narażeni jesteśmy na tego typu sytuacje, ale czy jest to uczciwe?  Mnie się wydaje, że jednak nie, aczkolwiek biorę pod uwagę to, że być może w necie samowolka jest normą...


wtorek, 11 lutego 2020

Stare Przymierze dobiegło do mety.

Jeśli chcemy zrozumieć, co mówi do nas Bóg w Nowym Przymierzu i w pełni z niego korzystać, musimy najpierw wyjaśnić sobie czym jest Stare Przymierze. Brak zrozumienia w kwestii tych dwóch Przymierzy, sprawia że większość Chrześcijan przychodzi do Boga według zasad Starego Przymierza, a to prowadzi do bardzo trudnego chrześcijańskiego życia, wypełnionego frustracją, porażką, a także ciągłymi wzlotami i upadkami.
Stare Przymierze nazywane  jest też Przymierzem Mojżesza. Bóg, który uczynił przymierze określił jego warunki Izraelowi. Izraelici mogli zdecydować, czy chcą je przyjąć czy odrzucić. Jak czytamy w Słowie Bożym zdecydowali się je przyjąć. 
Ks. Wyjścia 24:3 "Mojżesz przyszedł więc i powiedział ludowi wszystkie słowa Pana i wszystkie prawa. I cały lud odpowiedział jednym głosem: Wypełnimy wszystkie słowa, które Pan powiedział"  
SP opierało się na Prawie (10 przykazań i 603 inne przepisy, których należało przestrzegać) Owe przepisy regulowały kwestie moralne, ceremonialne i cywilne. Regulowały każdy aspekt życia. Wskazywały Izraelitom , w jaki sposób mają odnosić się do Boga, jak mają współdziałać ze sobą na wzajem, co mogą jeść, jak mają się ubierać itp. W SP warunkiem doświadczania wszystkich obiecanych przez Boga błogosławieństw było przestrzeganie wszystkich 613 przykazań, a nie tylko dekalogu.  
Stare Przymierze zostało zawarte wyłącznie między Bogiem i narodem izraelskim. Nikt, kto nie był Żydem z urodzenia nie miał według niego żyć, do czasu śmierci i zmartwychwstania Pana Jezusa. SP jak wiemy wypełniło się właśnie w Chrystusie, a zatem od tej chwili nie obowiązuje już także Żydów. Bóg z resztą dał obietnicę zawarcia z Izraelem Nowego Przymierza, które będzie włożone w ich serca:
Jerem. 31:31-33 „Oto idą dni - mówi Pan - że zawrę z domem izraelskim i z domem judzkim nowe przymierze. Nie takie przymierze, jakie zawarłem z ich ojcami w dniu, gdy ich ująłem za rękę, aby ich wyprowadzić z ziemi egipskiej, które to przymierze oni zerwali, chociaż Ja byłem ich Panem - mówi Pan - lecz takie przymierze zawrę z domem izraelskim po tych dniach, mówi Pan: Złożę mój zakon w ich wnętrzu i wypiszę go na ich sercu. Ja będę ich Bogiem, a oni będą moim ludem.” 
Wszyscy ludzie obecnie nie są stroną SP, ponieważ żyjemy w Nowym Przymierzu z uwagi na to, że Chrystus stał się końcem Prawa i wraz z Jego śmiercią skończyło się Stare Przymierze. 

czwartek, 30 stycznia 2020

"Gazu nie starczyło?"

Myślę, że wielu z nas wysłuchało poruszającego wystąpienia Mariana Turskiego, byłego więźnia obozu Auschwitz. Podczas obchodów 75 rocznicy wyzwolenia tegoż obozu, gdzie  mówił on do zebranych o 11 przykazaniu.
– Jedenaste przykazanie: Nie bądź obojętny, bo jeżeli nie, to się nawet  nie obejrzycie jak na was, jak na waszych potomków, "jakieś Auschwitz" nagle spadnie z nieba.
Auschwitz zaczęło się tworzyć od wykluczania jakieś mniejszości, od stygmatyzacji, od dzielenia ludzi na tych naszych i tych i tych co nie myślą tak samo jak my. 

Przesłanie Pana Turskiego zmusza do refleksji, aby za moment przeszywać nasze myśli i serca straachem. Nie sposób nie doszukiwać się tutaj analogii do tego wszystkiego, co teraz dzieje się w naszym kraju. 
Wystąpienie Pana Turskiego przyjęto gromkimi brawami i owacją na stojąco. Rozpisywały się o nim media i to nie tylko w Polsce, ale i zagranicą. 
Wielkim smutkiem napawa mnie fakt, że owo przesłanie spotkało się tutaj, w moim kraju, w Polsce z niewyobrażalnym hejtem. Była tego cała masa, ale dla przykładu posłużę się tym najbardziej obrzydliwym. Wpis ukazał się na jednym z facebookowych profili , a jego autorką jest niejaka pani Bożena M. „Skandal!!! Nawet tu jakiś były więzień (zapewne zwolniony z Oświęcimia z  powodu choroby) pluje na nasz Sejm i łamanie konstytucji oraz  nieuznawanie praw mniejszości!!! Gazu nie starczyło?" – To właśnie ten wpis mieszkanki Bydgoszczy wywołał niebywałe poruszenie w sieci. 
Ja rozumiem, że pani Bożena ma  prawo lubić kogo chce i wierzyć, w co tylko chce, ale jak dla mnie jej wpis jest ohydny i niemoralny. Zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa ma trafić do prokuratury. 

Jestem przerażona tym, że można się posunąć do takich słów. Pisać takie rzeczy o człowieku, któremu odebrano godność, rodzinę, o człowieku, który przeżywał piekło na ziemi będąc więźniem obozu koncentracyjnego. Granice znieczulicy, a także nieumiejętność wyciągania wniosków z historii przesunęły się nazbyt niebezpiecznie. 

Chcę jeszcze podzielić się z Wami refleksją. Pamiętacie zapewne hasło wyborcze "Polska w ruinie" Tak sobie myślę, że jednak jest ono prawdziwe, ale w zupełnie innym sensie. Faktycznie oglądamy obecnie Polskę w ruinie, ale jest to ruina moralna i etyczna. Zastanawiam się ile czasu zajmie nam Polakom odbudowa i czy w ogóle kiedykolwiek to nastąpi.

piątek, 17 stycznia 2020

WYPIERPOL...

Chyba dotarło do mnie wreszcie, że szkoda mojego czasu na oglądanie programów publicystycznych. Od pięciu lat słychać to samo, czyli kłamstwa, kłamstwa, kłamstwa. Czasami, gdy wskoczę pilotem na TVP, robi mi się słabo, takiej szczujni to chyba nawet komuna nam nie zapodawała. 
Wczoraj obejrzałam debatę w Parlamencie Europejskim na temat praworządności w Polsce... 
I co? I było mi wstyd, czułam zażenowanie i po raz koleny usłyszałam z ust eurodeputowanych PiS kłamstwa, kłamstwa, kłamstwa. 
Tragedy!!! Czym innym jest oglądanie łżących polityków partii rządzącej w rodzimych mediach, a czymś zupełnie innym jest słuchanie tych ludzi w konfrontacji z politykami z panstw UE. 
Reprezentacja PiS w moim mniemaniu zachowywała się skandalicznie, mowę zamieniając w krzyk, atakując każdego, kto mówił wprost, że jeśli PiS nie wycofa się z ustawy kagańcowej, to dla Polski nie ma miejsca w Unii Europejskiej. Europosłowie z Hiszpanii, Niemiec, Włoch, Francji mówili im dokładnie to samo, strali się tłumaczyć, że nierespektowanie prawa unijnego nie może mieć miejsca w Zjednoczonej Europie, że takie numery po prostu nie przejdą i kropka! - JAK GROCHEM O ŚCIANĘ !!! Jedyne co słychać ze strony delegacji PiS, to oskarżenia, kłamstwa, krzyk i wymachiwanie rękami na prawo i lewo. Żenada i obciach do kwadratu. Jednym słowem ogromna przepaść cywilizacyjna. Z jednej strony świetnie przygotowani do dyskusji posłowie europejscy, a z drugiej.... (I tu przemilczę, gdyż z reguły nie obrzucam bliźnich błotem) 
Tak sobie myślę jednak, że ludzie ci już dawno obrali azymut wyprowadzenia Polski z UE. Unia stoi im kością w gardle z wiadomych przyczyn. 
Jakiś czas temu Donald Tusk powiedział, że nie będzie żadnego Polexitu, będzie za to zajebisty wypierpol, tylko wtedy będzie już za późno na jakąkolwiek refleksję.  

Kocham mój piękny Gdańsk, cieszę się że właśnie tutaj mieszkam, tu oddycha się inaczej, gdyż pisowskiego powietrza na szczęście jest dużo mniej. 


sobota, 17 sierpnia 2019

Zła duchowość uwidacznia się w kultach...


W czwartek wierni Kościoła Katolickiego obchodzili Święto Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny. Dla mnie, osoby wierzącej biblijnie ,święto to jest porażką wiary i upewnia mnie, że Katolicy nie czytają, nie znają Słowa Bożego, bo gdyby je znali, nie czciliby Marii-człowieka.
Przypomnę, że dogmat o wniebowzięciu NMP został ustanowiony i podany do wierzenia wiernym KK dopiero w 1950 r. przez papieża Piusa XII, święto to jest świętem nakazowym. Dogmat ten stwierdza, że po zakończeniu swojego życia, Maria została z duszą i ciałem wzięta do Chwały Bożej. Dlaczego ten dogmat zaistniał tak późno? Prawie dwa tysiące lat po Jezusie, ktoś tam, jacyś ludzie sobie postanowili, że tak będzie i już? 
Zastanówmy się przez chwilę... przecież w Słowie Bożym jednoznacznie czytamy, o trzech osobach, które dostąpiły wniebowzięcia z ciałem: Jezus Chrystus, Henoch i Eliasz. Natomiast nigdzie nie czytamy o tym jakoby Maria została z ciałem wzięta do nieba. Dla mnie wniosek jest prosty, że NIE ZOSTAŁA WZIĘTA! Gdyby jej wniebowzięcie było faktem, to na pewno znalazłoby odzwierciedlenie w Dziejach Apostolskich, czy też w listach apostołów. Maria ostatni raz pojawia się na kartach Biblii w dniu Pięćdziesiątnicy (Zesłanie Ducha Św.) ze wzmianką, że po prostu tam była. No i co? Na tym koniec, ani słowa więcej. Jeśli natomiast Maria byłaby postacią ważną dla naszego zbawienia, czy też miałaby pośredniczyć w przychodzeniu do Boga, na pewno w Nowym Testamencie ten fakt zostałby odnotowany. Jednak na ten temat nie ma nic, ani jednego słowa.
Hmmm…Może teraz zastanów się, czy Bóg chce tego, abyś czcił Marię i otaczał ją takim kultem? Tym bardziej, że nigdy żaden Boży człowiek nie ważył się przyjmować czci, która jest należna tylko Bogu. Zastanów się, komu oddajesz cześć? Marii - człowiekowi?
To jest bardzo niebezpieczne działanie, gdyż dla wielu ludzi, ten kult zastępuje Jezusa Chrystusa, a to jest niedopuszczalne i w prostej drodze prowadzi na wieczne potępienie.
Niestety, w XXI wieku, Pismo Święte nie interesuje czcicieli Marii, no może jedynie wyrwane z kontekstu pojedyncze, albo  przeinaczone, przekłamane wersety. 
Zobacz, jak daleko to zaszło? 
Dla mnie, nie jest to już nawet zła teologia, ale zła duchowość. Dlatego tak trudno Katolikom tłumaczyć kwestie, które są oczywiste i jednoznacznie określone w Biblii.  Istnieje zła zwierzchność duchowa, która stoi za katolickimi kultami. Kościół ten odszedł od Słowa Bożego. Przewodnicy katoliccy Pisma Św. nie znają. Nie jest im ono do niczego potrzebne,  ponieważ stworzyli sobie swoją własną religię, która jest totalnie antybiblijna, a skoro antybiblijna, to także anty-Boża.