Google+ Followers

wtorek, 30 grudnia 2014

... HEH...PRZECZYTAJ I POZOSTAŃ SINGLEM...

 ... Święta minęły spokojnie i rodzinnie, sporo jedzenia. 
Wigilię spędziłam u córki ( Heh... dała radę i to jeszcze jak!)  
Pierwszy dzień świątecznego zamieszania organizowałam ja   ( i w zasadzie właściwie nie wiem co się stało, ale mój małżonek tym razem - ku mojemu wielkiemu zdziwieniu- totalnie opanował kuchnię) No cóż... lepiej późno niż wcale.... 
( I co najważniejsze, żadnej kulinarnej obsuwy nie zanotowano :)
Drugiego dnia gościliśmy u mojej kochanej Urszuli, o której kiedyś tam już wspominałam....
Był też Mikołaj z podarunkami, a jakże... 
Przytaszczył mi, jak to określiła moja ukochana córcia pierwszą normalną        ( z akcentem na normalną) książkę od dłuższego czasu. 
No cóż... czytadło totalnie spoza kręgu moich zainteresowań... 
 Jednak.... sięgnęłam po nie i przyznam, ze ten thriller czy jak kto woli dramat wciągnął mnie jak narkotyk. 
Piękna, mądra i utalentowana Amy znika w piątą rocznicę ślubu. W miarę upływu kolejnych dni od momentu jej zniknięcia, akcja nabiera tempa, a  podejrzenia padają na jej męża, faceta któremu sporo brakuje do wymarzonego ideału.  Wszystkie przesłanki jednak  prowadzą do Nicka, ale cała sprawa okazuje się dużo bardziej skomplikowana, niż można było przypuszczać na samym początku.  Wyrafinowana intryga sprawia, że ciężko się oderwać od stronic tej książki... Czyta się od deski do deski jednym tchem... 
Chyba jednak polecam na zimowe wieczory, mimo że nie ma ona nic wspólnego z matrycą energetyczną, dwupunktem czy synchronizacją kwantową...  :)
"Zaginiona dziewczyna" - Gillian Flynn

wtorek, 23 grudnia 2014

ŚWIĄTECZNIE...


Spokojnych i przede wszystkim rodzinnych Świat Bożego Narodzenia. Ciepła, bliskości oraz harmonijnie płynących dni Nowego Roku 2015
Życie ofiarowuje nam wszystko, co najlepsze, ale nie zawsze potrafimy prawidłowo zdefiniować drogowskazy ustawione na naszej drodze. 
A wystarczy po prostu czytać sercem, czytać z miłością i dobrocią.
Kilka razy dziennie przywołuję do siebie eufouczucie.  
W różnych sytuacjach sięgam po nie. 
To tak niewiele, a jednak sprawia, że patrzę piękniej, widzę więcej, czuję bardziej radośnie.
Wszystko, czego pragnę przychodzi do mnie w najbardziej odpowiednim momencie. 
Czy można chcieć czegoś więcej? 
I właśnie tego wszystkim życzę.


niedziela, 21 grudnia 2014

Aaaaaa.... TAK SOBIE DZISIAJ PIERNICZYŁAM :)


Zapach piernikowego ciasta, a w efekcie gotowych już pierniczków napełnił cały mój dom...
Hmm... no tak...zapach dzieciństwa...
Odnoszę wrażenie, że z wiekiem odbieram ten aromat jak by  intensywniej...

niedziela, 14 września 2014

ZABAWA U JASNEJ...

O mały włos zapomniałabym o zabawie u Jasnej... Oczywiście uczestniczę...
Oto moja fotka autorsywa siostrzenicy:

"Kocia tapeta"


niedziela, 7 września 2014

JESZCZE ODROBINA LATA...

Piękny słoneczny dzień... 
Plaża żyje jak by to był środek lata...
Tłumy plażowiczów ściągnęły nad brzeg morza...
Pogoda sprzyja spacerom... 
Jest pięnie...
Siedzimy na kocu...
Wpatrujemy się w bezchmurne, spokone niebo...
Chłoniemy widoki delikatnej, morskiej, przybrzeżnej fali...
Hmm... Jeszcze odrobina lata w ten wrześniowy weekend...









niedziela, 31 sierpnia 2014

MIMOZAMI...

Jak śpiewał Czesław Niemen "...Mimozami jesień się zaczyna..." 
Na naszych łąkach króluje nawłoć kanadyjska, złota dziewica czyli popularna mimoza. 
Hmm... typowy obrazek kończącego się lata. Coraz wcześniej robi się ciemno, wieczory i noce są chłodniejsze. Mimozy w pełnym rozkwicie... 
Kwiatostany sięgają już prawie do połowy rośliny, bo mimoza jak to mimoza rozkwita od góry...
Niezaprzeczalnie jest to chyba jedna z najpopularniejszych roślin późnego lata. 
Hmm... 
Niby chwast, a jednak zachwyca... 
Kolorem naśladuje słońce... 
Kwitnie i cieszy oko... 
Po prostu rośnie...
Nie potrzebuje wsparcia człowieka, świetnie radzi sobie sama... 
Ot... mimoza...


czwartek, 28 sierpnia 2014

WARTOŚCIOWY JOGURT L+

Jogurt L+ zawierający szczep bakterii acidophilus przetwarza cukier mleczny ( laktozę) w kwas mlekowy, który powoduje utrzymanie prawidłowego ph przewodu pokarmowego i odtruwa organizm.
To acidophilus nie dopuszcza aby rozmnażał się helikobacter pyroli, bakteria, która jest odpowiedzialna za owrzodzenia naszego układu pokarmowego.

Jogurt L+ posiada także wartości odżywcze, wpływające na prawidłowe funkcjonowanie organizmu.
I tu należy wymienić:
1.witaminę A ( wzmacnia układ odpornościowy)
2.witamina B2 (witamina młodości, powodująca, że mamy gładką cerę),
3.witamina B12 ( bierze udział w produkcji czerwonych krwinek, a także wzmacnia układ nerwowy),
4.witamina K2 ( mocne kości i zdrowy układ krążenia)
5.Jogurtu tego możemy używać w kosmetyce np. maseczka 15-minutowa na twarz.
6.Dzięki ph kwasu mlekowego niszczymy grzybicę skóry.
7.Posiada olbrzymią ilość wapna organicznego.
8.Stosujemy jogurt L+ jeśli dolega nam otyłość, osteoporoza, alergia, czy ogólne wycieńczenie np. w chorobach nowotworowych.
9.Osobom, które mają grzybicę pochwy, pomogą waciki zanurzone w jogurcie wprowadzane do pochwy przez 6 tygodni i wyciągane rano.
10.Możemy też odżywiać nasze włosy, paznokcie i skórę, nawilżając jogurtem.
11.Jest to też świetny produkt na rozstępy, a także na odciski na stopach.
Róbmy samodzielnie jogurt i pijmy go codziennie, a także stosujmy zewnętrznie!


środa, 27 sierpnia 2014

WZRUSZENIE PRZYCHODZI STAMTĄD...


Wejdź w Przestrzeń Serca i pozostań tam na dłużej ... 
NIE wyciszaj dźwięków ... 

Za chwile uświadomisz sobie, ZE słuchasz SERCEM ...
... Wzruszenie przychodzi właśnie stamtąd ...



wtorek, 26 sierpnia 2014

JOGURT L+

Jednym z najważniejszych czynników, które warunkują nasza odporność jest odpowiedni ekosystem jelit. Pani dr J. Kempisty zaznacza, że 80% naszego zdrowia pochodzi własnie z jelit. Lekarze podczas podawania antybiotyków, zalecają preparaty zawierające szczepy bakteryjne przewodu pokarmowego. Jednak prawda jest taka, że stosowanie bakterii podczas choroby i 15 dni po chorobie to za mało! 
Florę bakteryjną powinniśmy odnawiać nieustannie. Bakterie w kapsułkach, muszą w naszych jelitach napotkać odpowiednie wartości odżywcze, dzięki którym będą mogły się rozmnażać i nabierać siły. Tymczasem często w tym osłabionym chorobą organizmie nie znajdują tych wartości. Dlatego tak ważna jest forma podania bakterii. No bo czy możemy spodziewać się mocnych, żywych bakterii w przetworach mlecznych typu 0% tłuszczu? 
Odpowiedź brzmi - Nie! 
Bakteria to żyjący organizm i aby była silna i zdolna do walki, musi mieć prawidłowe pożywienie. Dlatego narodził się piękny pomysł podawania bakterii, które już wcześniej, przed podaniem do organizmu rozmnożą się i przybędą do niego z olbrzymią ilością wartości odżywczych. 
I tu pora napisać, w jaki sposób to cudeńko stworzyć... 
Ja skorzystałam z zakupu jednej saszetki z bakteriami w Ekologicznym Sklepie Internetowym (www.ekodlaciebie.pl) - koszt to 29 zł, przy czym porcja ta wystarczy na dwa miesiące samodzielnej produkcji jogurtu L+ 
1.Kupiłam 1litr krowiego mleka pełnego 3,8% - "Junior" 
2.Podgrzałam mleko do temp. 80º C , aby pozbyć się bakterii. 
3.Zdjęłam z kuchenki, gdy tylko pojawił się pierwszy kożuszek. 
4.Przelałam mleko do szklanego słoika 
5. Zaczekałam aż uzyska temp. 42º C (czyli jak będzie zdatne do picia) 
6.Wsypałam zawartość saszetki i dokładnie wymieszałam i zakręciłam pokrywkę 7.Wstawiłam do piekarnika, ustawiając temp. na 42º C na czas 5 godzin. W czasie zimy wystarczy postawić przy kaloryferze. 
8.Następnie wstawiłam na kilka godzin do lodówki, celem schłodzenia. 
9.Tak przygotowany produkt nadaje się do spożycia, ale również stanowi źródło bakterii do kolejnego przetwarzania. Na każdy litr nowo przygotowanego mleka dajemy 4 łyżki stołowe z poprzednio wytworzonego jogurtu. Procedurę powtarzamy wielokrotnie, do chwili, aż nasz jogurt straci zapach i wcześniejszą konsystencję, wtedy trzeba zaszczepić nową kulturę bakterii. Jogurt może być przechowywany w lodówce 7 dni.
Osobiście gustuję w jogurcie z dodatkiem garści czarnej jagody, ale mogą to być jakieś inne ulubione owoce.
W następnym poście o tym, co potrafią te jogurtowe bakterie oprócz przywracania prawidłowej flory bakteryjnej naszego przewodu pokarmowego.

niedziela, 24 sierpnia 2014

STOP! DLA MLEKA...

Jak zapewne zauważyliście ostatnio rozczytuję się w książce „Leczenie żywieniem” Jadwigi Kempisty i na podstawie jej porad piszę najnowsze posty. Przyznam, że dzięki jej tekstom gleboko do serca wzięłam sobie temat zdrowego odżywiania w tych jak wiecie niezdrowych czasach. 
Obowiązek mówienia prawdy o mleku krowim w zasadzie należy do organizacji zajmujących się żywieniem i żywnością, ale niewiele z nich temat ten podejmuje, a jest jak jest – czyli mało kolorowo. Mleko krowie jest produktem, którego nasz organizm nie jest w stanie przetworzyć, a w następstwie przyswoić. 
Znajduje się w nim aż 4,7% laktozy, czyli cukru mlecznego. To właśnie cukier mleczny, a nie białko zawarte w mleku powoduje uczulenia i stłuszczenie wątroby. 
Wydawałoby się, iż znaleźliśmy się w martwym punkcie… 
Nic podobnego! 
Wyjściem jest przetworzenie go przez pewne szczepy bakterii acidophilus ( te same, które, które znajdują się na stałe w naszym przewodzie pokarmowym. Jednak zważywszy na ich niezwykle delikatny charakter i krótką żywotność - 14 dni, a także fakt iż nie mają odpowiedniej bazy na odbudowę ( do tego celu potrzebują mleka pełnego, przynajmniej 4,5-procentowego) Wystarczy, że wystawimy brzuszek na działanie promieni słonecznych, a acidophilus ginie, Gdy przechłodzimy się zbytnio, dzieje się analogiczne. Nie wspomnę o antybiotykach, które jak wiemy nie działają wybiórczo, niszcząc wszystkie bakterie naszego przewodu pokarmowego, a odbudowanie flory bakteryjnej może trwać nawet pół roku. 
Bakterie z grupy acidophilus przetwarzają cukier mleczny, czyli laktozę na cukier gronowy. Przetwarzają wapno, w większości nieprzyswajalne w wapno przyswajalne. Nasze zadanie ma polegać na codziennym uzupełnianiu niedoboru acidophilus w naszych jelitach. Bo musimy pamiętać, że mleko przetworzone przez w/w bakterie jest po prostu idealnym lekiem na wiele chorób, nie tylko przewodu pokarmowego, ale całego naszego organizmu, a szczególnie kości i stawów. 
Jak pisze J. Kempisty, właśnie takim przetworzonym mlekiem leczy ona w 6 tygodni osteoporozę. Jogurt L+ jest właśnie takim przetworzonym mlekiem. Jak tego dokonać poczytajcie w necie, albo zaczekajcie na mój kolejny wpis na blogu.



Młoda dziewczyna z atopowym zapaleniem skóry, wyleczona przez p. dr J. Kempisty



sobota, 23 sierpnia 2014

MASŁO LECZY...

Zacznijmy od tego, że masło nie jest tłuszczem zwierzęcym, ono jest tłuszczem odzwierzęcym, bo jest z mleka. 
Z masłem, to tak samo jak z jajkiem… 
Na maśle nie gotujemy, na maśle nie smażymy, nie pozwalamy, aby masło było w temperaturze 100º C, gdyż powyżej 92º C lizyna zostaje unicestwiona, a jak wiadomo to ona rozkłada zły cholesterol. 
Jeśli chcemy dodać masło do zupy, czy do ugotowanych warzyw: kalafiorów, brokułów, marchewki czy fasolki, to dopiero na talerzu, kiedy odrobinę przestygną. Pamiętam, że tak właśnie robiła moja babcia. 
W maśle jest lecytyna, która jest lekarstwem przeciwko chorobie Alzheimera, a także przeciwko zmęczeniu naszego mózgu, działa też zbawiennie w chorobach reumatycznych. 
A zatem nie bójmy się konsumpcji masła tym bardziej, że posiada ono także witaminę E, czyli antyutleniacz zwany także witaminą młodości. Masło może być idealnym dla człowieka pożywieniem, a może też być trucizną jeśli zniszczymy w nim lizynę. 
Podając za panią dr Jadwigą Kempisty, zna ona przypadek, gdzie kobieta chora na gościec pierwotnie przewlekły( powoduje olbrzymie zniekształcenia stawów), została przez lekarzy skazana na śmierć. Małżonek, nie mogąc sobie poradzić z dwójką dzieci i bardzo chorą żoną, postanowił wysłać ją do kuzynostwa na wieś. Tam kobieta pod opieką ciotki miała dożyć swoich ostatnich dni. Jednak ku wielkiemu zdziwieniu wszystkich zainteresowanych, kobieta po trzech tygodniach wstała z łóżka, po kolejnych sześciu odzyskała pełną sprawność ruchową, wróciła do miasta i od sześciu lat, ciesząc się zdrowiem wychowuje swoje dzieci. 
A wszystko dzięki nieodpartej ochocie na masło. Hmm… pamięć ciała… czasami warto jej zaufać… Ciotka wychodząc naprzeciw potrzebom schorowanej, przykutej do łóżka kobiety, każdego dnia samodzielnie robiła dla niej masło w butelce ( taka prosta metoda naszych babek) z pełnego wiejskiego mleka. Nic dodać, nic ująć... a zatem jedzmy masło!

piątek, 22 sierpnia 2014

NAWET CZTERY JAJKA DZIENNIE... DLA ZDROWIA...

W poprzednim poście już pisałam o tym, że jajko jest jednym z najlepszych produktów żywieniowych człowieka. Nie posiadamy zdolności samodzielnej produkcji białka, więc musimy  je wprowadzić gotowe z zewnątrz. Aby nasze żywienie przebiegało prawidłowo mamy obowiazek codziennie dostarczać organizmowi 8 aminokwasów, bo inaczej wystąpi uczucie głodu, a uczucie głodu jest wstrząsem dla organizmu. 
Już pisałam, że takim produktem, który zawiera wszystkie 8  jest oczywiście jajko. Przypomnę pokrótce (aby lepiej się utrwaliło), że znajduje się w nim sporo złego cholesterolu, który jednak jest strawiony przy pomocy sporej porcji lizyny w nim zawartej. Lizyna dodatkowo wypłukuje zły cholesterol z naszego organizmu. Jest tylko jeden warunek, jajko nie mże być podgrzane do temperatury wyższej niż 92º C, dlatego tylko jaja gotowane (przecież w 100º C)  zachowują swoje właściwości, gdyż wewnątrz skorupki temperatura i tak nie przekracza 92º C . 
Gdy jajko pęknie traci lizynę, wtedy zjadamy zły cholesterol. 
Aby nie poprzestać li tylko na cudownej lizynie, należy jeszcze napisać, że jajko jest źródłem wszystkich witamin z wyjątkiem witaminy C.
I tu uwaga!!! 
Zawiera witaminę A, która poprawia wzrok, witaminy z grupy B, które walczą ze stresem, witaminę E czyli eliksir młodości, witaminę D, wzmacniającą nasz kościec oraz odporność. W jajku znajduje się także lecytyna, dzięki której nasz mózg lepiej funkcjonuje. Jednak to jeszcze nie wszystko, jajko w żółtku zawiera barwnik ksantofil, zapobiegający osadzaniu się złogów na ściankach tętnic. Obowiazkowo należy dodać, że kolejnym składnikiem odżywczym w nim zawartym są kwasy tłuszczowe omega-3, które pozytywnie wpływają na serce, pracę mózgu, a także poprawiają jakość skóry. 

Jajko to także świetny specyfik służący odchudzaniu. Ugotowane posiada zaledwie 78 kcal. Jest wolno trawione, dlatego przez dłuższy czas odczuwamy sytość. Zamiana porannej bułki na jajko pozwoli zrzucić o 65% więcej masy ciała. 

Podając za dr Jadwigą Kempisty, możesz zjadać nawet cztery jajka dziennie, a do tego jogurt L+ i wchodzimy na ścieżkę prowadzącą w kierunku zdrowia, a co za tym idzie świetnego samopoczucia. 
O jogurcie L+ w kolejnym poście

poniedziałek, 18 sierpnia 2014

OKAZUJE SIĘ, ŻE JAJKA POWINNIŚMY JEŚĆ DO WOLI...

Okazuje się, że organizm ludzki jest najmniej przygotowanym organizmem do życia na Ziemi. Nie potrafimy samodzielnie wyprodukować sobie białka, gdyż człowiek w odróżnieniu od zwierząt nie potrafi wytworzyć 8 z 22 aminokwasów niezbędnych do jego tworzenia. 
Podając za dr Jadwigą Kempisty, własnie jajko jest takim wspaniałym produktem, który zawiera te wszystkie 8 aminokwasów.
Jedzmy jajka!!! 
A co z cholesterolem, który sprawia, że raczej nauczeni jesteśmy do dawkowania jaj z dużym umiarem ?
I tu uwaga !!! 
Eureka!!! 
Otóż jajko oprócz złego cholesterolu, zawiera olbrzymią ilość lizyny, która trawi cholesterol zawarty w jajku, a także wypłukuje ten zgromadzony w naszych naczyniach krwionośnych. 
Jak mówi p. dr J. Kempisty - "Jajkiem leczę podwyższony cholesterol"
Pamiętać należy jednak, że  w/w lizyna ginie w temperaturze powyżej 92 º C. 
Fenomenem jednak okazuje się fakt, że gdy gotujesz jajko w temperaturze 100 º C, to wewnątrz temperatura nie przekracza jednak 92 º C, pod warunkiem, że skorupka nie ulegnie pęknięciu, musi ona pozostać w całości. 
Czyli, jeśli zrobisz sobie jajecznicę, niszczysz lizynę, a w efekcie zjadasz zły cholesterol.




sobota, 16 sierpnia 2014

TAJEMNICZE PIKTPOGRAMY...

Przepiękne formacje zbożowe czy jak kto woli kręgi w  zbożu, piktogramy. Specyficzne znaki pojawiające się na polach na całym świecie. 
Jednak samo powstawanie formacji jest nadal sprawą dość tajemniczą. 
Oczywiście jest wiele teorii na ich temat, a jedna z nich zakłada próbę komunikacji obcej inteligencji z ludźmi... 
Inna podaje, że jest to dzieło człowieka. Fundacja Artura Koestlera zorganizowała w Berkshire w Anglii konkurs tworzenia kręgów z pulą nagród w wysokości kilkunastu tysięcy funtów. Na świecie istnieje obecnie kilkanaście grup, które tworzą kręgi bądź jako dzieła sztuki, bądź w celach czysto komercyjnych, na zamówienia indywidualne. 

Naukowcy jednak upierają się, że niektóre z nich są niczym innym jak przekazem od obcych. Niektóre formacje osiągają gigantyczne rozmiary i powstają w ciągu zaledwie 15 minut. Podczas gdy samo wytyczenie projektu zajęłoby minimum 2 dni (The Crop Circle Ship )  Nie obserwuje się śladów, pozostawionych przez człowieka, a naoczni świadkowie w czasie powstawania piktogramów, opisują tam kulę jasnego światła. W analizowanych próbkach gleby zauważa się wyższą koncentrację materiału magnetycznego, zboże nie zostaje zniszczone, mimo ze zostaje poddane bardzo wysokiej temperaturze...

Co roku pojawiają się nowe raporty z różnych krajów...
Czymkolwiek formacje zbożowe są, stanowią jeden z najciekawszych fenomenów, a także stanowią inspirację dla wielu ludzi…


Zakodowana wiadomość od obcych???
Hmm... może nie jesteśmy sami we wszechświecie???
Miliardy galaktyk i tylko jedna tętniąca życiem Ziemia???








Miliardy galaktyk i tylko jedna tętniąca życiem Ziemia???

środa, 13 sierpnia 2014

MOJA EGZEMA POSZŁA W NIEPAMIĘĆ...

Od dłuższego czasu zupełnie nie mogłam sobie poradzić z zapaleniem skóry na zewnętrznej stronie prawej ręki. 
Swędzące, łuszczące się i bardzo nieestetycznie wyglądające pęcherzykowate wybroczyny z płynem, spędzały mi sen z powiek. 
Stosowałam przeróżne preparaty, maści, okłady, kąpiele ziołowe, antybiotyki...
I co?  I nic!!! Oczekiwanych efektów nie było. Znajoma zaproponowała mi żel Aloe Vera firmy LR, który ma bardzo dużą zawartość aloe vera barbadenis (90%). 
Byłam tak zdesperowana, że spróbowałabym wszystkiego, co mogło zapowiadać wyleczenie. Preparat kosztuje 60 zł, a zatem nie jest tani, jednak po trzech tygodniach stosowania okazało się, że jego skuteczność jest powalająca. Egzema to schorzenie o podłożu genetycznym i podobno nie można całkowicie usunąć jego przyczyn. Być może... jednak ja zupełnie wyleczyłam skórę ręki , nie ma ani jednej, nawet najmniejszej zmiany, plamki. 


Na obecną chwilę odstawiłam Aloe Vera i z nadzieją czekam, co będzie dalej. Całe dwa miesiace i nic. Nie obserwuję nawrotu choroby. 
Mało tego, mój tatuś wyleczył tym żelem  hemoroidy, które naprawdę pięknie i bardzo szybko się wchłonęły. ( A chyba nie muszę pisać, że była to bardzo niekomfortowa dolegliwość) Polecam też w/w specyfik na wszelkiego rodzaju rany, wypryski czy nawet wszelakie poparzenia (w tym także słoneczne) Wypróbowałam i wiem, że jest skuteczny, polecam.



sobota, 9 sierpnia 2014

GDAŃSKI JARMARK...


Kilka fotek z gdańskiego, corocznego Jarmarku Św. Dominika. 
To już 754 edycja największego "bazaru" w Europie. 
Jego początki sięgają średniowiecza. 
W tym roku można popatrzeć na Gdańsk z innej perspektywy za sprawą 55 metrowego koła widokowego, znajdującego się na Wyspie Spichrzów.
Niezliczone tłumy, gwar i niepowtarzalny klimat...













 





czwartek, 7 sierpnia 2014

PYCHA I ROZPUSTA...

A ja dzisiaj postanowiłam połasuchować odrobinkę... Przygotowałam makaron z ulubionymi owocami (maliny, jagody) 
Pycha i rozpusta... 

wtorek, 5 sierpnia 2014

niedziela, 3 sierpnia 2014

FOREVER YOUNG...

W każdym tkwi moc... wystarczy jedynie dokonać wyboru i podążać tym tropem... 
To Ty wybierasz i dajesz pozwolenie na to, aby mogła zaistnieć nowa rzeczywistość...  

Anonimowy@ Dzięki za inspirację...




                                    Forever young...


piątek, 25 lipca 2014

NIEWYPOWIEDZIANE SŁOWA...



A oto historia, ktorą opowiedziała mi siostra mieszkająca na stałe w Niemczech.
 
Almas – 36-letnia muzułmanka, mieszkająca po sąsiedzku. Tak „pięknie” kaleczyła język niemiecki, że aż nie miałam siły jej poprawiać. Nigdy nie opowiadała o okolicznościach, jakie przywiodły ją do Hamburga, a ja nie dopytywałam, bo i po co...
Czasami przychodziła do mnie na pogaduszki… 
Biorąc pod uwagę moje przekonania i to wszystko w co wierzę, za każdym razem starałam się jej przekazać coś, co bardzo odbiegała od tego, czego w moim mniemaniu uczy islam. Zadawała pytania (mnóstwo pytań) odnośnie „naszego” Boga. 
Początkowo nieufna, zagubiona, lękliwa, ale z czasem chyba jednak zaufała mi odrobinę. Opatulona w ten swój czador, wydawała się taka inna, bezbronna, zamknięta w sobie. Szanowałam jej silne poczucie tożsamości, odwagę w wyznawanie swojej wiary, wierność Bogu (Allahowi), przykazaniom i zasadom jej wiary. Tłumaczyłam, że nikogo jednak nie zachwyca agresywny i terrorystyczny islam, bo obowiązuje nas miłość bliźniego, a nie zabijanie. Bóg przecież nie może promować nienawiści, Bóg to czysta miłość i wybaczanie. Słuchała, ale i tak na koniec zawsze wrzucała to swoje: Chwała Allahowi 
Jakoś tak przykro zrobiło mi się, gdy przyszła się pożegnać… Wracają do Iranu.Taki dostali prikaz od rodziny, koniec, kropka! Odwołania nie ma! Aż mnie ciarki przeszły po całym ciele, bo przecież tyle się słyszy o nieludzkich praktykach irańskich muzułmanów. Almas w pożegnalnym geście podarowała mi przepiękny pierścionek wysadzany cyrkoniami 
 – Byłaś dla mnie dobra, to zapłata
– Jaka zapłata, co ty mówisz? 
– Nie odmawiaj, zrozum, musimy być na zero. 
Jakoś przykro mi się zrobiło, nie wiem czy będę w stanie nosić to cacko, chociaż jest naprawdę śliczny. Chyba raczej potraktuje go jako pamiątkę po kimś, kto chyba jednak uraził mnie swoim ostatnim gestem. Ten pierścionek to takie niewypowiedziane słowa… Jakie słowa? 
Mogę się jedynie domyślać…