Google+ Followers

czwartek, 18 maja 2017

Powołani?

Zupełnie nie  rozumiem dlaczego niektórzy ludzie uważają, że  w klasztorze mogą lepiej się modlić niż w ciszy własnego pokoju, własnej "komory". 
Nie wiem, w jakim celu zamykają się przed światem,  przed ludźmi,  którym powinni służyć Bożym Słowem. 
I tu chcę wspomnieć o Klasztorze Kamedułów "Jest to zakon pustelników, którzy żyją w całkowitym odosobnieniu od świata zewnętrznego. Zostali sprowadzeni do Krakowa, gdzie została im przekazana Srebrna Góra na Bielanach. Tam znajduje się ich kościół oraz dom pustelników. Reguła kamedułów jest bardzo surowa, dlatego coraz mniej osób decyduje się na wstąpienie do tego KLASZTORU. 
Zaczynają dzień od modlitwy. Modlitwa i praca przeplata się w ciągu całego kamedulskiego życia. Objęci są oni surową regułą milczenia. W wyjątkowych sytuacjach ta reguła zostaje zdjęta, np. choroba. Kameduli utrzymują się tylko z tego, co otrzymają od innych oraz z tego, co sami wyhodują przy swojej chatce".
Jaki cel ma taka izolacja? Z ust niektórych słyszę, że przecież Pan Jezus też przebywał na pustyni, więc mnisi, czy pustelnicy idą za Jego przykładem. I ja się tutaj nie zgadzam na takowe porównanie. Ja tu nie widzę analogii. Bo faktycznie Jezus nawet kilka razy udawał się na pustynię, ale nie uczynił z tego swojego stylu życia. On udawał się tam aby odpocząć, wyciszyć się, zaznać spokoju. Jednak zaraz potem działał, nauczał, uzdrawiał chorych i opętanych. I jak podaje Mk 1:32-33 "Całe miasto było u drzwi" Pracy było wiele, więc często dopiero nad ranem udawał się na miejsce pustynne i tam się modlił, tam odpoczywał w obecności Ojca. 
Jezus nie  izolował  się od ludzi,  przeciwnie On przede wszystkim był i żył wśród nich. 
I tego samego nauczał nie tylko apostołów, mówiąc "Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przykazałem". Ew.Mat.28:19-20 
On nie nawoływał do zamykania się w odosobnieniu na cale życie. 
My mamy żyć  w świecie, bo tylko tu znajdują się nienawróceni, którym trzeba głosić Jezusa. W klasztorze ich nie ma. 
Zycie klasztorne to działanie wbrew naturze człowieka i nie ma się co dziwić, ze co i rusz słyszymy o niekończących się aferach z seksem  w tle.  
W Ewangeliach  też nie znajdziemy zachęty do życia monastycznego. Dopiero w III czy IV wieku pojawił się taki ruch w Kościele, jako odpowiedz na rozprzężenie duchowe ówczesnych społeczeństw. W zmiennych formach ruch ten trwa do dzisiaj.

12 komentarzy:

  1. Ciągle będzie się coś pojawiało, teraz jest moda wyjść do ludu i go oświecać :-)
    I oczywiście powoływać się Biblię, którą rzekomo Bóg napisał.
    Zawsze coś...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem Krysiu, że dla Ciebie Biblia jest po prostu najzwyklejszą w świecie książka... A wychodzenie do ludzi z Ewangelią to kwestia mody... No cóż...Można i tak...
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  2. I znów Cię kompletnie nie rozumiem. Gdzie to jest napisane, że każdy kto uwierzy w Słowo Boże ma być apostołem? Za to każdy ma prawo żyć tak jak mu to odpowiada, więc jeśli zamknie się w klasztornych murach – to jest jego wybór.
    I jeszcze jedno przekłamanie. Akurat kamedułów najmniej można posądzić o afery seksualne, te dotyczą zakonników i kleru, którzy „działają” w społecznościach ludzi bez powołania. Twoja uwaga na ten temat jest nieuprawnioną insynuacją wobec tych konkretnych zakonników.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sprawdziłem. Wskazany przez Ciebie fragment ewangelii św. Mateusza odnosi się do jedenastu uczniów, nie do wszystkich.

      Usuń
    2. No tak Asmodeuszu, Jezus poczatkowo powołał 12 apostołow i nakazał im głosić Ewangelię i uzdrawiać chorych, chrzcić. Oni czynili to z sukcesem, ale żniwo było wielkie a pracowników mało. Przywołał więc kolejnych siedemdziesięciu i polecił im głosić Ewangelię, uzdrawiać chorych i chrzcić Ew. Łukasza 10: 1-9 Jednak żniwo ciągle było wielkie, a robotników mało. Nakazał więc im: Mt. 28:19,20"Idźcie tedy i czyńcie uczniami wszystkie narody, chrzcząc je w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego, ucząc je przestrzegać wszystkiego, co wam przykazałem."
      W jaki sposób stajemy się uczniami?
      Poprzez poddanie się chrztowi ("chrzcząc je") oraz przyjmowanie nauki pochodzącej z Biblii ("ucząc je przestrzegać wszystkiego"). Stajemy się uczniami Chrystusa, kiedy poddajemy się chrztowi, gdy przestrzegamy wszystkiego, co zostało zawarte w Piśmie. Jezus kieruje ten nakaz do już wierzących: czyńcie uczniów. Wiele kościołów potraktowało ten nakaz bardzo serio i czyni uczniów, chrzcząc niemowlęta. W ten sposób można mieć pewność, że Chrystusowi przybędzie nowy uczeń (Heh...) Niemowlęta w końcu nie mogą zgłosić sprzeciwu, a sam chrzest, podniesiony do rangi sakramentu, niechybnie włączy je w poczet członków Kościoła.
      Taka praktyka według mnie jest jednak typową nadinterpretacją. Rzeczywiście, Biblia wskazuje, że sami sobie chrztu nie udzielamy i rzeczywiście potrzebujemy nauczycieli, którzy nas w tę naukę Biblijną wprowadzą. Ale zanim będziemy mogli wypełnić nakaz Jezusa z Mt. 28:19,20 w stosunku do kogokolwiek, wykonując te dwie czynności (chrzest i nauczanie), on sam musi wykonać coś jeszcze: nawrócić się!!! Chyba zgodzisz się ze mną, że co do niemowlat nie jest to możliwe.
      Pytasz Asmodeuszu, gdzie jest napisane, że kazdy, kto uwierzy ma byc apostołem? A ja Ci odpowiedam,że jest napisane w Ew. Mateusza 28:19-20 (wersety zacytowałam wyżej)
      Dalej...Apostołowie to także uczniowie, od których całe nauczanie się rozpoczyna...
      Każdy, kto uwierzy, kto zostanie ochrzczony, kto podda się wszystkiemu, czego nauczał Jezus, jest wręcz zobowiazany do głoszenia Ewangelii. KAŻDY, kto dołączył do ludu Bożego, powinien głosic Ewangelię. Nie ma znaczenia, czy jesteś świeżo nawrócony, czy czy może jesteś juz weteranem wiary. Nawet nie znając jeszcze dobrze Biblii możemy opowiadać ludziom o tym, jak Bóg zmienił nasze życie. Łuk.8:39
      Pozdrowienia ślę :)

      Usuń
    3. Fragment ew. św. Łukasza trzeba czytać i interpretować w całości. Tam nie ma słowa o tym, że każdy kto ich (72) przyjmie, ma do nich dołączyć. Powołał 72, jak dziś powołuje się kapłanów.

      Ew. św. Mateusz [28, 19-20] – Jezus zwraca się jednoznacznie do jedenastu apostołów a „czyńcie uczniami” nie jest równoznaczne z czynieniem kolejnych nauczycieli. Nie wyobrażam sobie, aby każdy, kto jest ochrzczony, nawrócony, porzucał swoje zajęcia i szedł w świat głosić słowo boże jak świadkowie Jehowy. Jezus starannie takich dobierał i dlaczego nagle miałby zmieniać zdanie podczas ostatniego spotkania? Było by to o tyle bezsensowne, że nie każdy ma w sobie talenty pedagogiczne czy zdolności przekonywania. Gdyby wszyscy członkowie jakiejś wielkiej religii chodzili ze swymi naukami, świat byłby koszmarem, bo przecież już niewielka przecież grupa świadków Jehowy, bardziej nam się naprzykrza (jest typowym działaniem sekciarskim) niż stanowi zachętę do wiary.

      Wers z nakazem opowiadania (ew. św. Łukasza), odnosi się do cudownie uzdrowionego i ma on opowiadać o tym cudzie, więc nie naginaj ;)

      Zagadnienie chrztu jest w temacie kompletnie bez znaczenia.
      Pozdrawiam :)

      Usuń
    4. Asmodeuszu,
      Tu nie chodzi o to że mamy porzucać swoje zajęcia i gnać w świat aby głosić Słowo Boże... Wystarczy rozejrzeć się dokoła aby znaleźć rzesze nienawróconych ludzi. My nie potrzebujemy ziemskich talentów, aby głosić Jezusa, gdyż naszym talentem jest Duch Święty, który prowadzi.
      Piszesz "Wers z nakazem opowiadania (ew. św. Łukasza), odnosi się do cudownie uzdrowionego i ma on opowiadać o tym cudzie, więc nie naginaj ;)"
      Asmodeuszu, ja też zostałam cudownie uzdrowiona, więc chcę mówić o dziele jakie dokonało się w imię Jezusa.
      Według mnie chrzest ma znaczenie, ale nie będe teraz rozwijała tematu
      Pozdrawiam :)

      Usuń
    5. Zapytam z przekorą: czy nienawrócony nie ma prawa żyć według własnych, uznanych zasad, jeśli nie czyni tym krzywdy bliźniemu? Dlaczego trzeba mu zakłócać spokój i jego pojęcie szczęścia?

      Usuń
    6. Asmodeuszu, oczywiście że nienawrócony ma prawo żyć według własnych zasad, jeśli nie czyni krzywdy bliźniemu... mamy wolną wolę i wyborów dokonujemy sami. Jeśli głoszono nam Ewangelię, a my nie mamy ochoty pójść za tym, to wybacz, ale nic na siłę...Jednak odnosząc się do tego wszystkiego, co czeka nas po śmierci, to niebo będzie dla nienawróconych zamkniete. Dlatego, że tam idziemy nie ze względu na to co my czynimy i jacy jesteśmy w swoim życiu, ale ze względu na to, co zrobił Jezus. Jest wiele nienawróconych osób, które prowadzą porządne i uczciwe życie, spełnione i szczęśliwe, ale ez Boga człowiekowi pozostaje tylko zycie doczesne i to na dodatek bez Bożej ochrony i błogosławieństwa.
      Pozdrawiam :)

      Usuń
    7. Moja przekora nie dotyczyła skutków nie przyjęcia wiary, ale samej ewangelizacji. Jeśli, jak sama twierdzisz to wolna wola (nie zawsze), czyż jej głoszenie i namawianie nie jest sprzeczne z tą wolną wolą w odniesieniu do tych, którzy niby mają jej wysłuchać? Prozaiczny przyziemny przykład: nie cierpię pomidorów, choć podobno są smaczne i zdrowe. Ja po nich zawsze wymiotowałem (dziś nikt mnie nie zmusi do spróbowania). Jak mam traktować tych, którzy z tego powodu traktują mnie jak dziwaczne indywiduum, i próbują mnie przekonać do kolejnej próby?

      Inna sytuacja. Jaki jest statut tych, którzy nie z własnej winy nie mieli okazji zetknąć się Ewangelią? To wcale niemała część ludzkości na całym świecie, a przecież wszyscy są podobno „dziećmi Boga”...

      Usuń
  3. A czy wszyscy muszą lgnąć do ludzi? Różne są przyczyny wstąpienia do zakonów, nie zawsze stanowi o tym wiara. Niektórym ludzie przeszkadzają, inni się ich boją. A niektórzy chcą być sami, jak bardzo by to nienaturalne nie było...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje mi się, że zakonnicy, mnisi, pustelnicy to ludzie nawróceni...A skoro nawróceni, to powinni podążać za naukami Jezusa. Jezusowi żaden człowiek nie przeszkadzał, on lgnął do ludzi, bo ich kochał. Jezus nie spędził całego swojego ziemskiego życia na pustyni, z dala od człowieka.
      Jednak masz rację, niektórym faktycznie bliźni przeszkadzają, tylko czy w takim razie możemy tu mówić o powołaniu ich zakonnej służby przez Boga??? Śmiem twierdzić, że nie...Ludzie prawdziwie powołani żyją w mocy Ducha Świetego, osiagają wewnetrzny spokoj, pokój, a co za tym idzie nie stronią od drugiego człowieka.
      Pozdrawiam :)

      Usuń