Google+ Followers

piątek, 31 stycznia 2014

WIADOMOŚĆ Z ZAŚWIATÓW... (1)


"Joanna"
Powodem, dla którego postanowiłam napisać tego posta, był cykl artykułów jednej z  moich ulubionych blogerek. Zainspirowały mnie jej opowieści „Nie z tego świata”. Przedziwne zdarzenia  przez nią opisywane, przypomniały mi, że ja też jakiś czas temu przeżyłam coś niesamowitego.
Historia, o której chcę opowiedzieć miała miejsce jakieś 8 lat temu. Joanna, moja serdeczna znajoma, była osobą niezwykle pogodnego usposobienia i wszędzie, gdzie się pojawiała wnosiła ze sobą jakas taka bardzo pozytywna energie. Spędzałyśmy ze sobą sporo czasu, omawiając " sprawy świata tego”, czyli krótko ujmując gadałyśmy o wszystkim, co nam ślina na języki przyniosła. Nie muszę chyba dodawać, że bawiłyśmy się przy tym przednio. Któregoś razu temat poprowadził nas w stronę życia po śmierci. Zastanawiałyśmy się, jak to jest gdy człowiek odchodzi. Co dzieje się z nami po śmierci. Czy dusza żyje dalej? Na zakończenie naszych rozważań Joanna z promiennym uśmiechem na twarzy, a może trochę z przekąsem oznajmiła:
- Jeśli umrę przed Tobą, to obiecuję, że zjawię się u Ciebie i opowiem ci jak się sprawy mają na tamtym świecie.
Słowa Joanny odebrałam z przymrużeniem oka i wrzuciłam gdzieś na samo dno mojej osobistej szuflady.

Nie minął miesiąc, gdy stała się rzecz niespodziewana. Joanna odeszła. Uczyniła to tak po prostu z dnia na dzień.
Gdy zatelefonował do mnie jej mąż, przekazując mi tę okrutną wiadomość, nieomal zemdlałam. Jak ? Co? Kiedy? To niemożliwe! Jaki wylew? Co ty mówisz?
Wyłączyłam telefon, usiadłam na łóżku, długo i beznamiętnie wpatrywałam się w mozaikę paneli na podłodze w mojej sypialni… Nie mogłam ruszyć się z miejsca. Moja dusza cierpiała katusze, moje serce łkało, a myśli paraliżowały mój  umysł.
Joanna odeszła cichutko, odeszła znienacka, opuściła ten ziemski padół tak po prostu, po angielsku wymknęła się ukradkiem…Długo nie mogłam przeboleć tej straty, czekając kiedy „Czas zagoi  moje rany”…

Kilka tygodni później, pewnej zimowej nocy, nie mogłam zasnąć. Jakieś takie przejmujące zimno nie dawało mi spokoju. Stopy miałam jak sople lodu. Cóż było robić?…Wygramoliłam się z łóżka i wyjęłam z komody ciepłe, wełniane ( babcine) skarpety. Wsunęłam je na stopy i błyskawicznie znalazłam się pod kołdrę. Chwilę potem odpłynęłam…

„…Jestem gdzieś na cudownej, zielonej łące, oblanej niezliczoną ilością przeróżnych roślin, kwiatów. Ich kolory wprawiają mnie w podziw i zachwyt. Niekończący się wielobarwny dywan, olśniewa swoją urodą i intensywnością barw (Niczym zachwycające i niezwykle plastyczne kadry z głośnego filmu Vincenta Warda „Między piekłem, a niebem”) Nad bezmiarem kwiecia, rozlewa się błękitne, bezchmurne, słoneczne niebo. Nie jest ani gorąco, ani chłodno – tak w sam raz. Joanna leży na trawie, w turkusowej, nieomal  przeźroczystej sukience, trzymając w dłoniach słomkowy kapelusz, przewiązany pomarańczową wstążką.
-Jestem – woła do mnie – jestem, tak jak obiecałam. Zobacz jak tu jest bajecznie. Tu teraz mieszkam…Tu jest mój dom…Jest mi tak dobrze… Spójrz ile mam miejsca do spania, nie muszę się już gnieść z Andrzejem ( maż Joanny) na tej naszej wąskiej wersalce…No chodź tu do mnie. Zdejmij te ciepłe skarpeciochy i wskakuj.
Uczyniłam tak jak chciała. Razem biegałyśmy po łące. Kręciłyśmy kółka, trzymając się za ręce. Kwiatowy dywan delikatnie uginał się i leciutko kołysał. To było niezwykle przyjemne uczucie, a uroda tego bajecznego miejsca niewątpliwie mnie zachwycała…”

Gdy rankiem otworzyłam oczy, wspomnienia senne były jeszcze takie świeże, takie namacalne. Na moich stopach nie było babcinych skarpetek, leżały zwinięte w kłębek nieopodal łóżka...
Czułam jakiś taki błogi, wewnętrzny spokój, bo chyba uświadomiłam sobie, że właśnie odebrałam wiadomość od Pana, który pokazał mi nowe życie Joanny – „Sprawy na tamtym świecie mają się świetnie”…
I co Ty na to? 
Aaaa, wychodzi na to, że sny są jednak kolorowe…

12 komentarzy:

  1. Przeszłam 2 razy śmierć kliniczną, pierwsza to niezupełnie śmierć kliniczna, w zasadzie zatrzymanie akcji serca przy narkozie. Druga jak najbardziej, ustały wszelkie funkcje życiowe. Druga miała miejsce przy koronarografii. Przy pierwszej leciałam tunelem a wokół jakieś iskierki, które prowadziły mnie do nieżyjącego dziadka. Podczas drugiej nie było nic, zupełnie nic, pustka, żadnej pamięci, żadnych fruwań po tunelach .... pustka. Zwyczajna nicość. Pani profesor, która spisywała te dane (oczywiście za moją zgodą) wyjaśniła mi, ze za pierwszym razem mózg pracował, żył i tworzył sobie projekcje, natomiast ta druga to już prawdziwa śmierć. Pewnie rozczaruję Cię bardzo, ale to co ludzie opisują jako podróż w zaświaty to tworzy żyjący jeszcze mózg.
    Kiedy przestaje pracować, chociażby na chwilę nie ma żadnych wrażeń, żadnych projekcji, po prostu stajemy się niczym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to jest uproszczenie nie przeżyłam to tego nie ma a książka ,,dowód,, , a Maria Sima i dysze czyśćcowe , gloria polo, Vasulla , uzdrowienia i miliony tym podobnych ,życie po życiu istnieje lub nie ale lepiej się o tym nie przekonać po śmierci bo wtedy będzie już za późno na bycie lepszym a jeżeli nie ma nic to też nic nie tracimy ale jeśli jest Bóg i życie wieczne możemy stracić wszystko będąc złym człowiekiem pozdrawiam

      Usuń
    2. Czyśćca nie ma kochanie i nigdy go nie było... Katolicki wymysł na to, w jaki sposób wyciągnąć kasę od wiernych... Co do Boga to masz rację ale nie do końca chodzi tu o bycie dobrym człowiekiem - i to jest właśnie uproszczenie - sieć, w którą naiwnie wpadamy... Pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
  2. Twoje ostatnie zdanie odbiera nadzieję. W chwili, gdy piszę moja teściowa ( najwspanialszy człowiek jakiego znam) wlaśnie po dzisiejszej koronarografi walczy o życie... A ja walczę z moimi przekonaniami...Tyle tylko mogę w tym momencie napisać...

    OdpowiedzUsuń
  3. Odebrałaś wiadomość! Dobrą wiadomość. Tego jestem pewna na 100%. Serdeczności.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma innej możliwości. Pozdrawiam

      Usuń
    2. Dzisiejszy wieczór spędzam na czytaniu kolejny raz Twoich postów. W życiu nic nie dzieje się przypadkiem, zatem.... czytam i rozważam.
      ***
      Doświadczyłam kilka takich wiadomości.Miałam podobne odczucia. Niesamowite.

      Usuń
  4. Pamiętam jak odeszła moja mama, śniła mi się później podobnie choć nie na łące, a w naszym rodzinnym mieszkaniu. Półtora miesiąca temu zginął mój zięć potrącony przez jeden samochód, kierowca zwiał, drugi najechał i dobił po prostu. :( Dochodzenie ciągle trwa, szukają tego pierwszego.. Chciałabym wiedzieć że jest mu tam dobrze, niewyjaśnione sprawy nie dają nam spokoju. Śnił mi się, ale tak jakby nigdy nie odszedł. tak normalnie. Idę stąd, bo wspomnienia wracają..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiadomości z zaświatów zawsze przychodzą do nas, ale my nie zawsze wiemy jak odebrać tę pocztę, jak ją odczytać, zinterpretować. Wyczekujemy nie wiadomo na jaki niesamoiwity znak, a to być może bardzo subtelny przekaz: ptak, motyl, zadziwiajaco piękny kwiat, zapach czy sen, ktore niespdziewanie nas zachwycą. Musisz tylko otworzyć umysł i serce. Pozdrawiam

      Usuń
  5. Osobiscie mysle, ze kreujemy siebie ten inny swiat, by po prostu oblaskawic smierc.
    Dla mnie nasza energia idzie w jakims kierynku, moze te swiaty rownolegle? przestrzenie?
    Kiedys sie przekonam, w najwlasciwszym czasie:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Kiedy chorowała moja babcia przyśnił mi się sen w którym odwiedziłam ją w szpitalu. Spytałam jak się ma a ona na to że dziś wychodzi że szpitala, byłam bardzo zdziwiona a babcia poprosiła abym zabrała ją do domu. Oczywiście zgodziłam się i spakowałyśmy jej rzeczy, martwiło mnie tylko że ma bardzo spuchniete nogi. Zabrałam ją do domu. Obudziłam się taka szczęśliwa i spokojna ale gdy weszłam do pokoju rodziców zabaczyłam jak Tato rozmawia przez telefon z kimś ze szpitala bo Babcia odeszła w nocy...

    OdpowiedzUsuń
  7. jestem na maym rozstaju dróg...moje zycie przewrocilo sie osatnio do góry nogami...Spotkalo mnie dwa dni temu cos dziwnego...dostalam wiadomosc na fb od nieznajomej osoby, zarejestrowanej zagranica ze zdjeciem malej jasnowlosej dziewczynki. W wiadomosci bylo napisane zebym niczym sie nie przejmowala i usmiechcla sie codziennie i zawsze, otaczala sie dobrymi ludzmi i wtedy zawsze bede czula sie szczesliwa i bezpieczna ...poczulam ulge...zrobilo mi sie pewniej i lepiej na sercu. Zapisalam ta wiadomosc na kartce, chcialam na drugi dzien wrocic na ten profil...jednak zniknął...poprostu go nie ma.Nie wiem dlaczego ale czuje ze byla to wiadomosc od kogos z gory...

    OdpowiedzUsuń