Google+ Followers

czwartek, 27 kwietnia 2017

Nierozerwalność związku małżeńskiego...

Tekst jest w sumie takim nieco dłuższym komentarzem, odnoszącym się do jednej z wypowiedzi pod moim postem FAŁSZYWE OBJAWIENIA, a zatem jeśli nie do końca chwytasz o co chodzi, zajrzyj tam.

 Nie rozumiem dlaczego miałabym godzić doktrynę katolicką z moimi poglądami? Tym bardziej, że tego nie da się pogodzić. Wielokrotnie wypowiadałam się na temat wielu doktryn KK i jednoznacznie dawałam do zrozumienia, że to dla mnie tylko i wyłącznie dzieła ludzi, tworzone na użytek ludzi (a ściślej hierarchów tegoż kościoła)  
Faustyna głosiła Boże miłosierdzie i ja się akurat z tym jak najbardziej zgadzam. (Zaczęła dobrze, bo od Słowa Bożego, ale z czasem popadła w jakąś totalną egzaltację, co według mnie zaczęło już raczej graniczyć z obłędem) 
Małżeństwo to "Miłosne przymierze kobiety i mężczyzny" Malachiasz 2:14 Jednak takowe przymierze, jak każde inne może być zerwane. Jeśli jedna ze stron łamie warunki zawarcia tej umowy, to czy taki związek może się ostać??? Zerwane przymierze, to zerwane przymierze i kropka! Jeśli powiedzmy małżonek, zamiast troszczyć się o żonę, znęca się fizycznie czy psychicznie, zamieniając jej i dzieci życie w koszmar, to przymierze, które wspólnie zawarli zostało zerwane! Jeśli dochodzi do przemocy, nie wolno milczeć, bo wtedy dajemy przyzwolenie, aby zło szło dalej i głębiej. Jezus uczy aby wybaczać i modlić się za oprawców, no i wybacz, ale Slowo Boże też mówi:"Ale jeśli czynisz coś złego, to się bój: bo nie na darmo (władza,) nosi miecz; jest bowiem sługą Bożym, mścicielem dla wywarcia srogiego gniewu na dopuszczającym się zła" Rzym.13:4 co oznacza, że jeśli dzieje Ci się krzywda, to powołane do tego służby powinny reagować (policja, sądy, rządy) One mają obowiązek chronić tych, którzy cierpią, a ofiara nie może milczeć, tylko dlatego, że ktoś tam ustanowił nierozerwalność każdego (nawet chorego) związku małżeńskiego...Dla mnie najzabawniejsze jest to, że słowa te wyszły z ust ludzi żyjących w celibacie, którym obce są tragedie, które rozgrywają się w zaciszu czterech ścian niejednej rodziny. A może w myśl Biblijnych wersetów (które to KK przemilcza, bo tak jest wygodniej) warto by było odłożyc celibat do lamusa i własnym przykładem miłości małżeńskiej służyc wiernym??? Ale zostawiam to i wracam do tematu.
Dla mnie absolutnym punktem wyjścia jest to, że zanim dwie osoby zawrą przymierze małżeńskie powinni być w przymierzu z Bogiem. Jeśli kobieta i mężczyzna nie traktują poważnie przymierza z Bogiem, dlaczego mieliby traktować poważnie przymierze ze współmałżonkiem ? Jeśli Chrystus dla jednego z małżonków jest kimś obcym, jeśli mąż lub żona nic nie wiedzą o relacji Chrystusa z Kościołem, jak mogą mieć pojęcie o tym, czym jest małżeństwo? Dlatego Biblia wielokrotnie ostrzega lud Boży przed zawieraniem małżeństw z osobami, które nie znają Boga. Bo zobacz, w sytuacji, gdy jedna ze stron wierzy, a druga nie (chociaż byłaby naprawdę dobrym człowiekiem, akceptującym wiarę drugiej strony) to czy myślisz, że umieliby się porozumieć w kwestii wychowania dzieci w jednym duchu? Mnie się wydaje to raczej niemożliwe. 
Boże miłosierdzie, zakłada jednak wybaczenie człowiekowi, gdyż jak wiadomo nie zawsze my ludzie jesteśmy gotowi podporządkować się Bożym standardom. Popełniamy błędy, upadamy, ale Jezus już zapłacił cenę za wszystkie nasze upadki, dlatego możemy czuć się rozgrzeszeni, pod warunkiem, że rozpoczniemy to nowe życie już na Bożych zasadach. Pod warunkiem, że raz na zawsze odwrócimy się od zła jakie wcześniej wyrządzaliśmy, Tak to widzę...

15 komentarzy:

  1. Cóż Olimpio, chyba zapomniałaś, że jednak mam, jak to określają wierzący, coś z diabła ;) W tej prośbie o Twoje stanowisko w tej sprawie był haczyk...
    Nie jest prawdą, że to wymysł ludzi żyjących w celibacie. Polecam ewangelię św. Marka:
    „Oni rzekli: «Mojżesz pozwolił napisać list rozwodowy i oddalić». Wówczas Jezus rzekł do nich: «Przez wzgląd na zatwardziałość serc waszych napisał wam to przykazanie. Lecz na początku stworzenia Bóg stworzył ich jako mężczyznę i kobietę: dlatego opuści człowiek ojca swego i matkę i złączy się ze swoją żoną, i będą oboje jednym ciałem. A tak już nie są dwoje, lecz jedno ciało. Co więc Bóg złączył, tego człowiek niech nie rozdziela!»” {Mk 10, 4-9] oraz „Powiedział im: «Kto oddala żonę swoją, a bierze inną, popełnia cudzołóstwo względem niej. I jeśli żona opuści swego męża, a wyjdzie za innego, popełnia cudzołóstwo»” [Mk 10, 11-12]

    Ciekawy jest Twój punkt wyjścia. Po części sporo w nim racji, ale, nie byłbym sobą, gdybym i tu nie miał wątpliwości. Zakładasz bowiem, że nowożeńcy, mało że w pełni świadomi, to w dniu zawarcia zawiązku małżeńskiego powinni być tyle zdeterminowani, że przysięgi dotrzymają. Problem w tym, że czas i życie tę determinację korygują. Najczęściej jest tak, że ta gorąca miłość gaśnie, a wtedy nie ma już spoiwa, które chroni przed skutkami prozy życia. I tak zaczyna się toczyć lawina burząca ład i spokój, a przysięga małżeńska staję młyńskim kamieniem u szyi. Śmiem twierdzić, że nawet gorliwa wiara nie chroni przed taką ewentualności, choć są tacy, którzy dają radę i wcale nie są gorliwymi wyznawcami Boga. Jest jeszcze jeden aspekt nieudanego związku. Złóżmy, że tych dwoje jednak dochowuje wiary i trwają złączeni sakramentem. Czym wtedy jest ten związek jeśli nie przymusem, wręcz gehenną nadaną przez Boga, który podobno bardzo nas miłuje?

    Inna sprawa, że liczyłem na to iż odniesiesz się również do samego sakramentu małżeńskiego.
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Asmodeuszu, a jednak jest to wymysł ludzki, gdyż tam gdzie przymierze małżeńskie zostaje przez jedną ze stron lub obie zerwane, nie ma zastosowania mowa o nierozerwalności sakramentalnego związku. Takie twierdzenie jest niedorzeczne, bo Bóg uznaje takie małżeństwo za rozwiązane. I jak może strona np. opuszczona, zawierajaca nowy związek małżeński grzeszyć cudzołóstwem?
      Przecież przymierze z poprzednim partnerem zostało zerwane. Związania węzłem już nie ma. Oczywiście każda sytuacja związana z rozwodem i powtórnym małżeństwem wymaga indywidualnego podejścia. Rozwód, rozpad małżeństwa jest związany z grzechem i w obliczu prawa jest orzeczeniem sprawiedliwości wobec pokrzywdzonej osoby. Biblia dopuszcza możliwość uzasadnionego rozwodu i powtórnego małżeństwa, biorąc pod uwagę fakt, że każda życiowa sytuacja jest inna, wyjątkowa ze względu na bagaż doświadczeń, emocje, zranienia, odmienne charaktery i poglądy. Pismo Święte nie jest tak legalistyczne jak twierdzą niektórzy chrześcijanie, taka interpretacja jest błędna... Biblię trzeba czytać w całości, bo gdzie jest zasada, są i wyjątki... Więc gdzie jest Twój haczyk Asmodeuszu??? Ja takowego nie dostrzegam...
      Pozdrawiam :)

      Usuń
    2. Jeśli chodzi o Twoje (człowiecze) podejście do rozwodu i ponownego związku, ja się z Tobą w pełni zgadzam. Tu nie ma między nami różnicy.
      A jednak, skoro niejednokrotnie twierdzisz, że Biblia się nie myli, a Nowy Testament w szczególności, to wciąż nie chcesz mi uzasadnić słów Ewangelii św. Marka. To nie ja je sobie wymyśliłem, a ich znaczenie nie da się inaczej zinterpretować jak kategoryczny zakaz rozwodów. Inna sprawa, że to nie (stary) Bóg daje możliwość rozwodu, tę dał ludowi wybranemu Mojżesz. Nie bez przyczyny pytałem o sam sakrament, w czasie którego oboje nowożeńcy składają przysięgę. I oto od Ciebie się dowiaduje, że zarówno przysięga jest bez znaczenia, jak i słowa Jezusa, które przytoczyłem.
      Mamy impas ;)
      Pozdrawiam :)

      Usuń
    3. Asmodeuszu, tak zgadza się, ale wszystko o czym piszesz należy rozpatrywać w kilku aspektach. Kategoryczna nierozerwalność związku małżeńskiego, o której tak jednoznacznie wypowiadał się Jezus, odnosi się do wierzących nowonarodzonych w Chrystusie (i w tym przypadku małżonkowie prowadzeni przez Ducha Świetego nie powinni mieć z tym problemu) I ja się pod tym podpisuję, chociażby biorąc pod uwagę własne doświadczenia. Jednak w sytuacji, gdy jedna ze stron nie jest nowonarodzona, układa sobie życie małżeńskie po swojemu, często działając przeciwko wspołmałżonkowi w różny sposób. (zdrada, przemoc fizyczna itd) Cóż, taka osoba, powiedzmy mąż, nie jest odrodzony duchowo, jego duch nie ma relacji z Bogiem. Dlaczego Bóg miałby interesować się kimś, kto nie należy do Niego? Zatem prawa Boże nie odnoszą się do takiego związku. Bóg tych ludzi nie połączył, gdyż jednego z małżonków po prostu nie zna...Nie mają tu więc zastosowania słowa "Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela" I to jest chyba raczej logiczne.
      Pozdrawiam :)

      Usuń
    4. Olimpio:
      Odnoszę wrażenie, że kluczysz. Przypadków, kiedy to jeden z małżonków nie jest wierzącym lub wierzy inaczej, jest akurat jak na lekarstwo. Najwięcej rozwodów (ilościowo) dotyczy par żyjących w tej samej wierze, wierzących w tego samego Boga, składających tę samą przysięgę, przed tym samym kapłanem i tymi samymi świadkami. Dobrowolnie się godzą na nierozerwalność sakramentalnego związku małżeńskiego i rozwiązują coś, co Bóg uznał za nierozerwalne. Powtórzę: „Co więc Bóg złączył, tego człowiek niech nie rozdziela!”.
      Nie przekonuje mnie też argument, że „Bóg tych ludzi nie połączył, gdyż jednego z małżonków po prostu nie zna...” Przeczysz sama sobie, bo niejednokrotnie pisałaś, że Bóg zna każdego, nawet mnie, ateistę, wystarczy, że Go uznam. Prędzej prawdziwe byłoby stwierdzenie, że to człowiek nie zna Boga, jeden bardziej, drugi mniej, ale tak naprawdę nie zna Go nikt!
      Jedynym sensownym wytłumaczenie wydaje się być uznanie, że ślub jako sakrament to w slangu: „Pic na wodę, fotomontaż”, bo my nie możemy wiedzieć, czy Bóg nas połączył czy nie – tak to wynika z Twoich wyjaśnień.
      Pozdrawiam ;)

      Usuń
    5. Asmodeuszu, a ja jeszcze raz powtórzę, że nie zawsze Bóg łączy, to co nam się tylko wydaje, że łączy. Problem tkwi w nowym narodzeniu i dopóki tego nie pojmiesz, będziesz dreptał w miejscu. Co z tego, że małżonkowie składają obietnicę przed kapłanem, co z tego, że składają tę samą przysięgę, co z tego, że dobrowolnie zgadzają się na nierozerwalność sakramentalnego związku? To wszystko nie ma znaczenia w oczach Boga! On nie może nakładać na niewierzących, czy też tych, którym się tylko wydaje, że wierzą, wymagań takich jak na nowonarodzonych (narodzonych z wody i z Ducha) Trzeba najpierw zrozumieć czym jest nowe narodzenie... A Ty tego póki co nie pojmujesz.
      Bóg nie jest zaangażowany w cały brud związany z małżeńskimi nadużyciami upadłych ludzi, a takimi są wszyscy, którzy nie są nowo narodzeni. Bo dopiero w Chrystusie człowiek staje się nowy i dopiero z nowym człowiekiem można nawiązać do początków instytucji małżeństwa, tzn. jedna kobieta dla jednego mężczyzny na całe życie.
      Piszesz: „Bóg tych ludzi nie połączył, gdyż jednego z małżonków po prostu nie zna...” Przeczysz sama sobie, bo niejednokrotnie pisałaś, że Bóg zna każdego, nawet mnie, ateistę, wystarczy, że Go uznam. Oczywiście podpisuję się pod tym stwierdzeniem. Zna każdego po imieniu, ale to wcale nie znaczy, że do niego należymy, aby tak się stało nasz duch musi się odrodzić, a tylko przez wiarę w Jezusa i w Jego dzieło na krzyżu jest to możliwe. Musisz uczynić Jezusa swoim osobistym zbawicielem i jedynym drogowskazem w życiu. Musisz żyć Jego Słowem każdego dnia, ochrzcić się chrztem wodnym, a także przyjąć chrzest Duchem Świętym. W przeciwnym razie jesteś jedynie grzesznikiem, oddzielonym od Boga, a w konsekwencji Twoja relacja z Bogiem nie istnieje. Boże prawa Ciebie nie dotyczą. Mozesz ogłaszać przed kapłanem, baaa nawet kapłanem-papieżem nierozerwalność swojego sakramentalnego związku. Tylko, że to nie ma żadnego znaczenia w oczach Boga.
      Dalej piszesz Asmodeuszu: "Jedynym sensownym wytłumaczenie wydaje się być uznanie, że ślub jako sakrament to w slangu: „Pic na wodę, fotomontaż”, bo my nie możemy wiedzieć, czy Bóg nas połączył czy nie – tak to wynika z Twoich wyjaśnień"
      Heh...Czy to oznacza Asmodeuszu, że zawierając związek małżeński nic nie wiemy o sobie nawzajem? Nie posiadamy wiedzy na temat tego, czy oboje jesteśmy nowymi stworzeniami w Chrystusie, czy też nie? Bezmyślnie przyjmujemy słowa kapłana "Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela"?
      No cóż, w takim przypadku przysięga małżeńska jest tylko proformą, kwiatkiem do sukni panny młodej...
      Pozdrawiam :)
      Pozdrawiam :)

      Usuń
    6. Wyjaśnijmy, słowa o nierozerwalności małżeństwa są słowami Jezus, nie kapłana. Zdumiewasz mnie dwójnasób, bo po raz pierwszy negujesz znaczenie słów Jezusa zawartych w Ewangelii, po drugie, proponujesz ich dowolną interpretację, kiedy Jego słowa, jak mało gdzie w Biblii, są tak jednoznaczne (sic!) A wszystko tłumaczysz jakimś nowym narodzeniem, które dla każdego wiąże się po prostu z przyjęciem i uznaniem Jego nauk, przyjęciem Chrystusa za Zbawiciela. A tak ma każdy chrześcijanin – inaczej by nim nie był. Powinnaś jednak jeszcze raz przeczytać listy św. Pawła, szczególnie ten do Galatów, w końcu nie jest obszerny, by zrozumieć czym jest prawdziwa wiara.

      Równie istotny w kwestii małżeństwa jest pierwszy list do Koryntian i tu pozwolę sobie na cytat z Biblii:
      „Tym zaś, którzy trwają w związkach małżeńskich, nakazuję nie ja, lecz Pan: Żona niech nie odchodzi od swego męża! Gdyby zaś odeszła, niech pozostanie samotną (separacja – dopisek mój) albo niech się pojedna ze swym mężem. Mąż również niech nie oddala żony. Pozostałym zaś mówię ja, nie Pan: Jeśli któryś z braci ma żonę niewierzącą i ta chce razem z nim mieszkać, niech jej nie oddala! Podobnie jeśli jakaś żona ma niewierzącego męża i ten chce razem z nią mieszkać, niech się z nim nie rozstaje!” [1K 7,10-13]
      Wprawdzie dalej jest o możliwości rozwiązania małżeństwa (to są już jednak rozważana samego Pawła, nie Jezusa), ale tylko w przypadku jeśli jedna za stron jest niewierząca, a niewierzącym jest ten, kto w Boga nie wierzy. Samą wiarę nie sposób oceniać w kategoriach mała – duża, bo albo się wierzy albo nie. Bo jeśli ktoś wierzy a nie wypełnia zasad wiary, popełnia grzech, ale w żadnym wypadku nie przestaje być wierzącym!

      Pozdrawiam ;)

      Usuń
    7. Asmodeuszu, zafiksowałeś się na swoich spostrzeżeniach i nie przyjmujesz innych. Oto cały problem. Patrzysz ze swojej perspektywy, a ja ze swojej. Nie przyjmujesz moich wyjaśnień, bo nie chcesz ich przyjmować. I wyjaśnijmy sobie jedno: Ja nigdy nie neguje słow Jezusa. Piszę jedynie o tym, że powinieneś uzmysłowić sobie do kogo Jezus kieruje swoje słowa. Inny przekaz ma dla wierzących nowonarodzonych, a inny dla pozostałych. I nie mów mi, że każdy kto wierzy, jest nowonarodzony, gdyż nowe narodzenie to odrodzenie ducha, ale na tym nie koniec, gdyż w następstwie tego za sprawą Słowa Bożego i Ducha Świętego musimy odnowić nasz umysł tak, aby nauki Jezusa stały się dla nas upragnionym chlebem codziennego życia. Trzeba uwierzyć w sercu swoim, że wszystko o czym mówił jest prawdą, a skoro jest prawdą, to trzeba się z tym utożsamiać. Mylisz niektóre sprawy Asmodeuszu, bo jak można wierzyć w Jezusa i w jego sowa, skoro się tych słow praktycznie nie zna. Jezus powiedział "zaprawdę, zaprawdę powiadam ci, jesli się ktoś nie narodzi z wody i z Ducha, nie może wejść do Królestwa Bożego" Jan 3:5 Ową wodą jest Słowo Boże, a Duchem jest Duch Św. Jedno i drugie są kluczem do Królestwa. Nowo narodzony człowiek, to nowonarodzone dziecko Boże, ma wierzyć Słowu Bożemu i żyć zgodnie z nim. I nie polega to psyknięciu palcami i wypowiedzeniu słow: tak wierzę! To jest proces, który trawa do naszej śmierci. Pozdrawiam :)

      Usuń
    8. A Ty się nie zafiksowałaś? Przyjmujesz argumenty innych do siebie? Ja nie przyjmuję Twoich argumentów nie dlatego, że ich nie chcę przyjąć, a dlatego, że są nieracjonalne. Piszesz, że „nigdy nie odrzucasz słów Jezusa”, a jednak stanowczo negujesz te o nierozerwalności małżeństwa, próbujesz dla nich znaleźć przysłowiową furtkę. Jezus nie mówi tylko o małżeństwie natchnionych Duchem, ale o małżeństwie wszystkich wierzących. Tak się bowiem dziwnie składa, że wg wiary wszyscy rodzimy się z wody i z Ducha, i to nie ze względu na rytuał katolicki ale z dogmatu, że stworzył i tworzy nas Bóg. Ja, ateista, to rozumiem, mimo, że w to nie wierzę. Ty podobno wierzysz, ale nie rozumiesz.

      Pozdrawiam :)

      PS. Jednak nie będę komentował już Twoich notek, choć pewnie będę je czytał. Długo nad tym myślałem, próbowałem siebie przekonać, że nie mam racji w tym, że taka forma cenzury mnie w jakiś sposób obraża. Ale to Twój blog, Twoje zasady, nic mi do tego, niemniej mnie nie odpowiadają. Nie chce mi się przez kilka dni sprawdzać, czy opublikujesz mój komentarz, czy nie. To jest dla mnie poniżające.

      Usuń
    9. Jednak nie rozumiesz narodzenia z wody i z ducha, ale zostawmy to...
      Asmodeuszu, moje codzienne życie, to nie tylko blog, gdyż ten jest jedynie formą moich rozważań, które zamieszczam tu w formie wpisów... Nie zawsze mam czas i ochotę, aby śledzić komentarze na bieżąco, ale zaglądam tu jak myślę dosć często. Oczywiście, jeśli nie masz ochoty wyrażać tu u mnie własnych myśli, to twoja sprawa, nic mi do tego... Jednak uczciwie przyznam, że z przyjemnością wdaję się z Tobą w dyskusję, mimo, że nasze zapatrywania na wiarę są diametralnie różne... Mimo wszystko próbuję zrozumieć Twój punkt widzenia chociaż zupełnie się z nim nie utożsamiam... Sam kiedyś napisałeś, że gdybyśmy mieli zbieżne poglądy, to w sumie nie byłoby tak obszernej płaszczyzny do dialogu...
      Pozdrawiam :)

      Usuń
    10. Nie chodzi o to, czy ja mam ochotę komentować, ani nawet o to, że odpowiadasz wtedy gdy masz na to czas. Upokarzające jest to, że wszystkich traktujesz jako potencjalnych hajterów i każesz czekać na ukazanie się komentarzy, co jest zależne od Twojej woli.

      Ja tego nie rozumiem. Nikt Ci nie każe odpowiadać na hajterskie komentarze, które de facto i tak czytasz. Ostatecznie możesz je usuwać, co wg mnie jest zbyteczne. Normalny czytelnik Twojego blogu i tak wyrobi sobie odpowiednie zdanie o hajterze, nie o Tobie.
      Pozdrawiam ;)

      Usuń
    11. W sumie racja... :) Pozdrawiam

      Usuń
  2. Najpierw Przyjazn, potem radosc ze zwiazku; niezaleznie od tego, czy to zwiazek malzenski, czy tez kazdy inny. Bez wiary w Boga tez mozna pieknie zyc. Potwierdza to niejeden bardzo udany zwiazek ateistow. Nie swiatopoglad, lecz duchowe porozumienie decyduje o tym, jak zyjemy i czy czujemy sie w zwiazku dobrze, wygodnie, bezpiecznie. A zatem ... PRZYJAZN. Takie jest moje zdanie, z ktorym moga sie nie zgodzic inni :)
    Pozdrawiam Cie Olimpio bardzo serdecznie
    i wiele serdecznosci przesylam Asmodeo :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyjaźń Alenko to uczucie delikatne, które ludzi łączy, ale nie krępuje. Bez wątpienia jest to niezwykłe uczucie. Przyjaźń Jest jak most przerzucony przez rzekę, który łączy dwa brzegi. Przyjaźń dojrzewa powoli każdego dnia. Według mnie to więź oparta na wzajemnej życzliwości, szczerości i zaufaniu. Zakłada możliwosć liczenia na kogoś w każdej sytuacji. Przyjaźń jest bezinteresowna, dozgonna, niezachwiana, prawdziwa, serdeczna, szczera, wzajemna i odpowiedzialna. Jednak w związku kobiety i mężczyzny przyjaźń zamienia się w miłość, gdyż dochodzi jeszcze intymna bliskość albo może te dwa piękne uczucia istnieją równolegle? Może powinny istnieć równolegle??? Czyż nie jest to Boży obraz związku??? Czy Jezus i Jego bezwarunkowa miłość do Kościoła nie obrazują nam tego??? Kochamy według Bożego modelu, czasami po prostu nie uświadamiając sobie tego...
      Przesyłam pozdrowienia :)

      Usuń
    2. Alenko:
      W moim mniemaniu, przyjaźń dwojga ludzi jest jedynym gwarantem udanego związku małżeńskiego. Miłość i zauroczenie mija, jedynie prawdziwa przyjaźń ma szanse przetrwania. Ale to rodzi dwa ważne aspekty. Pierwszy, wynikający z definicji przyjaźni, nie jest tu potrzebny nikt „trzeci”, nawet Bóg, ba! „trzeci” nie jest nawet wskazany, bo takie więzy się rozmydlają. Drugi jest dylematem. Skoro może istnieć przyjaźń małżonków, a tym samym seks między nimi, czy ten drugi element jest dopuszczalny, gdy brak więzów małżeńskich? Ale to zbyt zawiły problem, jak na jeden komentarz.
      Dziękuję za serdeczności i je odwzajemniam :)

      Usuń