Google+ Followers

środa, 5 marca 2014

PYTASZ - JA ODPOWIADAM...

Zakładając tego bloga, postanowiłam nie pisać o mojej pracy zawodowej (Pracę zostawiam w pracy…)  
Jednak robię wyjątek dla...

Pytasz, ja odpowiadam:
Oczywiście, że miałam do czynienia z rodzinami samobójców z racji mojej profesji. Mam świadomość, że dla bliskich taka sytuacja, to niekończąca się trauma. Taka strata jest przytłaczającym doświadczeniem, stawia bliskich przed koniecznością zmierzenia się z lawiną pytań bez odpowiedzi. Natrętne pytanie „dlaczego?” i zastanawianie się „co by było, gdyby?” Zdarza się, że osoby, które musiały zmierzyć się z taką stratą , cierpią przez całe lata po śmierci bliskiej osoby. Często czują się oszukane, zdradzone, pozostawione na pastwę losu.

Dlatego ważnym obszarem mojej terapeutycznej działalności, jest ukazanie najbliższym, że samobójstwo, nie jest kwestią wyboru. Samobójca nie dostrzega alternatywnych form rozwiązania swojego problemu, dochodzi do zawężenia pola świadomości. Jedynym sensownym działaniem jest pozbawienie się życia. To, co było kiedyś ważne, przestaje się całkowicie liczyć, żona, mąż, dziewczyna, rodzeństwo, rodzice, ukochane dzieci -to wszystko schodzi na trzeci plan. Świat wyznawanych wcześniej wartości przestaje istnieć. W takich przypadkach mamy do czynienia z tzw. widzeniem tunelowym, gdzie dochodzi do filtrowania informacji i zdarzeń w specyficzny sposób. Aż wreszcie jakieś błahe z pozoru zdarzenie może zadziałać, jak przysłowiowa kropla przepełniająca czarę goryczy i często  nie ma już odwrotu.
Trudno jest mi na ten temat pisać ponieważ każda ludzka historia jest inna, o różnorodnym podłożu. Zatem jakiekolwiek uogólnianie mija się z celem. 
Jednak ja nie osądzam...staram się aby nigdy, nikogo nie osądzać i Tobie polecam to samo...bo tak, jak pisałam wcześniej : Nie wiemy czemu ma to służyć w ogólnym rozrachunku duszy".

6 komentarzy:

  1. NIe osadzam, ja to znam z doswiadczenia. Nie zawodowego. Mam traume z tym zwiazana. I masz racje. Zostaje sie z pytaniami: co uczynialam, albo czego nie uczynilam, ze sie tak stalo...

    Biore jednak sytuacje za amok bez racjonalnej mozliwosci oceny sytuacji. Wczesniejsze bowiem doswiadczenia, przynajmniej moje, nie wskazywaly na takie rozwiazanie. A jednak...

    Po 16 latach dopiero zamknelam te ksiazke.
    Pewnie znasz "schamet" traumy: zal, stress, odrzucanie, obwinianie itp. Mnie z tym zeszlo. Czy uporalam sie?
    Bardzo czesto czuje oskarzycielski ton, wzrok, uwagi. I slowa, ktore mnie smiesza: ja bym tego nie przezyla/przezyl. Tylko autorzy nie maja pojecia o czym mowia, bo czasem przezyc to wyzwanie.

    Dobrze robisz, ze swojej pracy nie przenosisz, dzieki za wyjatek:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma za co...Tak własnie myślałam...coś mi mówiło, że byłas w samym oku cyklonu...Hmm, 16 lat to wieczność, ale najważniejsze, że ksiażka została zamknięta... pozdrawiam

      Usuń
  2. Chciałam napisać "rozumiem", ale nie rozumiem, bo nie miałam takich doświadczeń,ale jestem w stanie sobie wyobrazić co czują rodziny samobójców.Ja również nie osądzam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na samą myśl o takim zdarzeniu, nachodzi nas zimny niepokój...Myślę, że faktycznie nie jesteśmy w stanie zrozumieć, dokóki nie stanie się to naszym doświadczeniem. Hmm, nasza empatia niejednoktotnie jest krótkotrwała, po czym wracamy do swoich codziennych spraw, obowiązków. Rodzina, najbliżsi zostają z tym ciężarem często na wiele długich lat.

      Usuń
  3. Tyko ten, kto przeżył śmierć, kogoś z bliskich może rozumieć taki ogrom cierpienia. Jednak myślę, że pomoc kogoś kto zna specyfikę funkcjonowania naszej psychiki może pomóc, aczkolwiek śmiem twierdzić, ze jednak nie do końca. Takiego bólu nie da się uciszyć. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Tak...myślę, że takiego bólu nie da się uciszyć do końca.

    OdpowiedzUsuń