Google+ Followers

czwartek, 27 kwietnia 2017

Nierozerwalność związku małżeńskiego...

Tekst jest w sumie takim nieco dłuższym komentarzem, odnoszącym się do jednej z wypowiedzi pod moim postem FAŁSZYWE OBJAWIENIA, a zatem jeśli nie do końca chwytasz o co chodzi, zajrzyj tam.

 Nie rozumiem dlaczego miałabym godzić doktrynę katolicką z moimi poglądami? Tym bardziej, że tego nie da się pogodzić. Wielokrotnie wypowiadałam się na temat wielu doktryn KK i jednoznacznie dawałam do zrozumienia, że to dla mnie tylko i wyłącznie dzieła ludzi, tworzone na użytek ludzi (a ściślej hierarchów tegoż kościoła)  
Faustyna głosiła Boże miłosierdzie i ja się akurat z tym jak najbardziej zgadzam. (Zaczęła dobrze, bo od Słowa Bożego, ale z czasem popadła w jakąś totalną egzaltację, co według mnie zaczęło już raczej graniczyć z obłędem) 
Małżeństwo to "Miłosne przymierze kobiety i mężczyzny" Malachiasz 2:14 Jednak takowe przymierze, jak każde inne może być zerwane. Jeśli jedna ze stron łamie warunki zawarcia tej umowy, to czy taki związek może się ostać??? Zerwane przymierze, to zerwane przymierze i kropka! Jeśli powiedzmy małżonek, zamiast troszczyć się o żonę, znęca się fizycznie czy psychicznie, zamieniając jej i dzieci życie w koszmar, to przymierze, które wspólnie zawarli zostało zerwane! Jeśli dochodzi do przemocy, nie wolno milczeć, bo wtedy dajemy przyzwolenie, aby zło szło dalej i głębiej. Jezus uczy aby wybaczać i modlić się za oprawców, no i wybacz, ale Slowo Boże też mówi:"Ale jeśli czynisz coś złego, to się bój: bo nie na darmo (władza,) nosi miecz; jest bowiem sługą Bożym, mścicielem dla wywarcia srogiego gniewu na dopuszczającym się zła" Rzym.13:4 co oznacza, że jeśli dzieje Ci się krzywda, to powołane do tego służby powinny reagować (policja, sądy, rządy) One mają obowiązek chronić tych, którzy cierpią, a ofiara nie może milczeć, tylko dlatego, że ktoś tam ustanowił nierozerwalność każdego (nawet chorego) związku małżeńskiego...Dla mnie najzabawniejsze jest to, że słowa te wyszły z ust ludzi żyjących w celibacie, którym obce są tragedie, które rozgrywają się w zaciszu czterech ścian niejednej rodziny. A może w myśl Biblijnych wersetów (które to KK przemilcza, bo tak jest wygodniej) warto by było odłożyc celibat do lamusa i własnym przykładem miłości małżeńskiej służyc wiernym??? Ale zostawiam to i wracam do tematu.
Dla mnie absolutnym punktem wyjścia jest to, że zanim dwie osoby zawrą przymierze małżeńskie powinni być w przymierzu z Bogiem. Jeśli kobieta i mężczyzna nie traktują poważnie przymierza z Bogiem, dlaczego mieliby traktować poważnie przymierze ze współmałżonkiem ? Jeśli Chrystus dla jednego z małżonków jest kimś obcym, jeśli mąż lub żona nic nie wiedzą o relacji Chrystusa z Kościołem, jak mogą mieć pojęcie o tym, czym jest małżeństwo? Dlatego Biblia wielokrotnie ostrzega lud Boży przed zawieraniem małżeństw z osobami, które nie znają Boga. Bo zobacz, w sytuacji, gdy jedna ze stron wierzy, a druga nie (chociaż byłaby naprawdę dobrym człowiekiem, akceptującym wiarę drugiej strony) to czy myślisz, że umieliby się porozumieć w kwestii wychowania dzieci w jednym duchu? Mnie się wydaje to raczej niemożliwe. 
Boże miłosierdzie, zakłada jednak wybaczenie człowiekowi, gdyż jak wiadomo nie zawsze my ludzie jesteśmy gotowi podporządkować się Bożym standardom. Popełniamy błędy, upadamy, ale Jezus już zapłacił cenę za wszystkie nasze upadki, dlatego możemy czuć się rozgrzeszeni, pod warunkiem, że rozpoczniemy to nowe życie już na Bożych zasadach. Pod warunkiem, że raz na zawsze odwrócimy się od zła jakie wcześniej wyrządzaliśmy, Tak to widzę...

poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Fałszywe objawienia...

Nie jest moim zamiarem obrażanie uczuć religijnych kogokolwiek z zaglądających na mojego bloga, ale... 
No własnie... 
Zawsze pojawia się jakieś ale...
Dlaczego?
Dlatego, że ja przede wszystkim kupuję tylko to, czego uczy Biblia...
Kropka...
Dlatego wszelkie objawienia Maryjne budzą we mnie niepokój i wewnętrzny bunt. 

Mnie Biblia uczy, że żadne objawienie pochodzące od Boga nie może kolidować z tym, które zawarte jest na jej stronicach. 
Co to oznacza? 
Odpowiedź jest banalna, a mianowicie Duch Boży nie objawia wierzącym innych prawd wiary, jak tylko te, które wcześniej zostały przekazane przez proroków, Jezusa i Jego uczniów. 
Zatem jeśli Maria  przypisuje sobie atrybuty boskości i chce aby na jej cześć ustanowić kolejny dogmat, tym razem o jej zbawczych zasługach i pragnie aby proklamować ją jako współodkupicielkę świata, a w objawieniach w Medjugorje mówi: "Jedynie ja jestem w stanie zbawić was od nadchodzących klęsk. Jestem opoką pokoju i zbawienia", to ja mam pytanie: Po co przybył na Ziemię Jezus? 
W jakim celu?
Czyż nie On zbawił nas od naszych grzechów? (Mat.1:21) 
Czyż nie jest napisane w Słowie Bożym "i nie ma w nikim innym zbawienia, albowiem nie ma żadnego innego imienia pod niebem, danego ludziom, przez które moglibyśmy być zbawieni"? (Dz.A. 4:12) 
Jezus raz cierpiał i raz na zawsze złożył jedną ofiarę za grzechy. Gdzie zaś jest ich odpuszczenie, tam nie ma już ofiary za grzech. 
Miriam, matka Jezusa nigdy nie wypowiedziałaby słów stojących w sprzeczności z naukami swojego Syna. 
Zastanówmy się chociaż prze chwilę...
Przystańmy... 
Bo albo Biblia nie jest prawdziwa, albo po prostu ludzie wierzący iż Maria z Nazaretu bierze udział w objawieniach nie są chrześcijanami. 
Biblia uczy, że i szatan może przybierać postać anioła światłości... 
I przybiera postać Marii... 
Tak łatwo zdemaskować  tego, który stoi za objawieniami, zdemaskować szatana, bo cuda same z siebie niczego nie dowodzą. 
Sam Jezus ostrzegał, że "powstaną fałszywi prorocy i czynić będą wszelkie znaki i cuda, aby, o ile można, zwieść i wybranych" Mt 24:24 
Trzeba czytać Pismo Święte, bo "Całe Pismo przez Boga jest natchnione i pożyteczne do nauki, do wykrywania błędów, do poprawy, do wychowania w sprawiedliwości, aby człowiek Boży był doskonały, do wszelkiego dobrego dzieła przygotowany".(2 List do Tymoteusza 3:16)

poniedziałek, 10 kwietnia 2017

Osobisty wykładowca Słowa Bożego...

Można mijać się z Bogiem przez całe swoje życie, zadając wciąż te same, nic nieznaczące pytania... 
- Czy Biblia jest zrozumiała? 
- Czy odpowiednio interpretowana?
- Czy jest spójna? 
No i cóż...biorąc pod uwagę światopogląd pytającego, odpowiedź może być tylko jedna:
- " Absolutnie nie!!! Każda denominacja interpretuje po swojemu! Prawidłowy i realny sposób analizy biblijnych tekstów jest niemożliwy!  Biblia jest niespójna i zagmatwana".
I tak bez końca... 
Po co pytać, skoro zna się jedynie słuszne odpowiedzi? 
Zabawne jest to, że najwięcej do powiedzenia na temat Słowa Bożego mają niewierzący... Zaciekle atakują Biblię, ale wcale nie chcą poznać prawdy, ich celem jest jedynie atak! (Szkoda, że tak późno to zrozumiałam, zaoszczędziłabym sobie niepotrzebnej pisaniny w próżnię)

Gdy czytam, że ten i ów prześcigają się w komunikowaniu jak to kilka razy przeczytali Biblię od deski do deski, natychmiast nasuwa mi się pytanie: No i co z tego wynika??? 
Chyba tylko to, że z uporem maniaka można potem powtarzać, że Biblia jest niezrozumiała i niespójna. 
Hmmm... 
Jeśli chodzi o mnie, to przede wszystkim wierzę, że Biblia jest natchnionym Słowem Bożym... 
I żeby była jasność - nie mówię tu o jakimś wycinku, jednej księdze, czy kilku wersetach. 
Cała Biblia jest pismem natchnionym!!! Bóg wpłynął na ludzkich autorów, aby dokładnie przekazali Jego każde słowo. 
Czytam ją i studiuję, ponieważ sprawia mi to przyjemność, daje mi radość obcowania z Bogiem... Ja nią żyję... Ona jest moją rzeczywistością...Każdy mój dzień jest podporządkowany SB... 
Ja nie korzystam z opracowań biblijnych...
Dlaczego??? 
Dlatego, że ja mam swojego osobistego, nieomylnego, wykładowcę - Ducha Świętego, który sprawia, że stopniowo, krok za krokiem rozpoznaję Boże tajemnice i nie dlatego, że jetem jakaś wyjątkowa... 
Ten wykładowca jest dostępny dla każdego!!! Dla mnie i dla Ciebie, dla wszystkich nowonarodzonych chrześcijan... 
Pozwólmy zatem Duchowi Świętemu aby nas prowadził, aby otwierał nasze oczy i aby otwierał nasze serca, gdyż bez prowadzenia Ducha Świętego, Biblia jest chlebem niejadalnym!

niedziela, 2 kwietnia 2017

I zapadła cisza...

Dzisiaj jakoś tak smutno zrobiło mi się na serduszku, ponieważ od mojego ukochanego tatusia usłyszałam kilka słów, które zabrzmiały jakoś tak  z pretensją w głosie:
- Córcia, porzuciłeś kościół katolicki, nie rozumiem tego. Porzuciłaś wszystko to, czego cię uczyłem, co zawsze kochałaś. 
- Nie czuję się tak, jakbym coś porzuciła. To jest raczej tak, że gdy znalazłam Jezusa, znalazłam wszystko. Ja wierzę, że zostałam zbawiona przez wiarę w Chrystusa, i jeśli uznaję Jego Słowo za ostateczny autorytet, to nie mogę tkwić w KK
-  Katolicyzm to też wiara w Jezusa.
-  Kościół Katolicki to zbawienie dzięki uczynkom i sakramentom oraz tradycji. Ja wiem, że ty żywisz do swego kościoła głęboki sentyment, ale ja nie uznaję  kościoła w sensie instytucji za dawcę życia duchowego. To nie kościół tworzy wierzących, ale wierzący tworzą kościół. To przecież łaską przez wiarę stajemy się żywym kościołem Chrystusowym. Chrzest niemowlat i pozostałe sakramenty to jedynie martwe uczynki, to zbędna obrzędowość, a wszechobecna tradycja odsuwa nas od pełni szczerej wiary, od prawdziwej, codziennej relacji z Jezusem. Gdybym pozostała w KK, to musiałabym iść na kompromis, a ja przecież nie uznaję papieża, nie uznaję różanca, czyśća, kapłanów, spowiedzi w konfesjonale,, mszy, niepokalanego poczęcia Marii i jej wniebowzięcia. Tego wszystkiego nie znajdziesz w Biblii. A ja pragnę podążać za Słowem Bożym, a większość doktryn katolickich, to zaprzeczenie tego Słowa.
- Czy rozumiesz to wszystko o czym mówię?
I zapadła cisza, na twarzy mojego taty zagościł smutek. Nagle dotarło do mnie, że na tym polu czeka mnie sporo do zrobienia, do przegadania, bo rozumiem, że trudno bedzie  zbudować nowy rzetelny fundament wiary, który tak bardzo odbiega od nauk KK