Google+ Followers

poniedziałek, 31 marca 2014

SPOTKANIE...

Kiedy obcujesz z naturą, doceń i uszanuj to królestwo, przez bycie w nim w pełni... 
Trwaj w cichym bezruchu... 
Słuchaj... 
Patrz... 
Zauważ, że każda roślina i zwierzę są całkowicie sobą... 
Obejmij uwagą subtelne odgłosy natury... 
Poza dźwiękami jest coś znacznie głębszego, coś co nie może być ogarnięte przez myśl...

 

... Pokłosie mojego dzisiejszego spaceru, na szczęście aparat w lelefonie jest zawsze pod ręką...


niedziela, 30 marca 2014

poniedziałek, 24 marca 2014

TAKA MYŚL...


„…Nie zazdrość innym sukcesów i nie ubolewaj nad porażką, albowiem nie wiesz, co jest sukcesem, czy porażką  w  końcowym rozrachunku…”

sobota, 22 marca 2014

MILIONY LAT...


      Kamień, który się pali...
     ( Bursztynowe zbiory Martyny )

Jeśli mowa o bursztynie, to przyznam, że miłość do tego złocisto-miodowego minerału zaszczepiła we mnie Martyna. Nałogowa miłośniczka i zbieraczka bursztynowych kamyków. I co najpiękniejsze, nie trudni się tym dla zysku, ale dla własnej satysfakcji, jaką przynosi jej samo łazikowanie po plaży w poszukiwaniu słowiańskiego jantaru. 
Dla Martyny wiatr i zimno nie mają znaczenia. Skoro morze „sztormuje”, to znak, że nadciąga bursztyn, a ona szczęśliwa już biegnie na plażę…
Na parapecie kuchennego okna, w przeróżnych szklanych pojemnikach Martyna przechowuje swoje żywiczne cudeńka. Takowy widok cieszy oko i sprawia, ze naprawdę ma sie ochotę ruszyc na plażę w poszukiwaniu jantaru... 
Wieczorową porą, przy blasku świec, ustawionych między szkłem z bursztynowymi kamykami, Martyna opowiadała o wydarzeniach, które już właściwie legendą się stały:
A mianowicie, pewnej jesiennej niedzieli wszyscy mieszkańcy nadmorskiej miejscowości  zebrani byli w kościele. Ksiądz proboszcz odprawiał mszę. Właśnie nadszedł moment podniesienia – czyli najważniejsza chwila podczas każdego nabożeństwa. Wtem drzwi kościoła otworzyły się z głośnym stukotem i do wnętrza wbiegł zaaferowany mężczyzna. Nie zważając na doniosłość chwili, podbiegł do księdza i szepnął mu coś na ucho, po czym usiadł w pierwszym rzędzie, kręcąc się niespokojnie. Ksiądz w błyskawicznym tempie zakończył mszę i zwrócił się do wiernych: „Kochani, bursztyn ruszył”. Ludzie licznie zgromadzeni w kościele, podążyli w pośpiechu do wyjścia. Ksiądz bez namysłu naciągnął kurtkę na sutannę i ruszył za swoimi parafianami... 
- Czy potrafisz to zrozumieć Olimpio? To taki szał, taki amok - mowiła Martyna, a w jej oczach mrugały ogniki świec...
- To taka pasja, którą żyjesz...
- To moja miłość na całe życie...


Biały bursztyn ( bursztyn carski - najwartościowszy i najbardziej ceniony, a jednocześnie najrzadziej spotykany w naszych rejonach)
Jak opowiada Martyna, gdy go szukasz, bardzo często może Cię zmylić zwyczajna guma do żucia, która zalega nasze plaże... Oto nasza kultura - mówi Martyna. Dopiero gdy weźmiesz w palce i poczujesz tę miękkość, wiesz, że to nie może być bursztyn...










Bursztyn zielony (bagienny) - Dawniej mylnie uważałam, że swoją barwę zawdzięcza długiemu leżakowaniu w bagnie. I przyznam szczerze, że nawet nie zniechęca mnie fakt, że aby uzyskać zielony odcień, poddawany jest obróbce termicznej... Moja sympatia do niego jest niezmienna...
To zdecydowanie mój ulubiony kolor...







Mój pierścień, z jantarem ze zbiorów Martyny... 











Zatoka Gdańska jest miejscem najbogatszych złóż bursztynu w skali świata.
Kiedyś, gdy klimat był znacznie cieplejszy, obszar lądów i mórz wyglądał inaczej niż obecnie,  a tereny Europy Północnej były największym lądem w tamtym czasie, porośniętym lasem bursztynowym.
 Drzewa tego lasu nie miały zbyt wielkich wymagań i wytwarzały olbrzymie ilości żywicy. Żywica wypływała ze zranień, pęknięć pni drzew i konarów, tworząc nacieki i sople, spływające na glebę lub pozostające wewnątrz pni drzew. Świadczą o tym nierzadko znajdowane kilkukilogramowe bryły lub sople bursztynu. 
Następnie klimat zaczął się ochładzać, a potem to już tylko lodowiec zrobił swoje i tyle. Stworzył basen obecnego Bałtyku, a także wypłycił bursztynonośną warstwę, która obecnie jest otwarta od strony morza, a bursztyn jest z niej ciągle wymywany podczas sztormów i roznoszony wzdłuż brzegu w kierunku Litwy i Polski. 
Podczas sztormów zimowych i wiosennych, gdy zasolenie wód Bałtyku wzrasta, lekki bursztyn zaczyna pływać i z łatwością jest wypłukiwany na plaże.




Według tego, co szacuje Państwowy Instytut Geologiczny, Polska skrywa olbrzymie zasoby bursztynu. Podobno wartość krajowych złóż  tego minerału może być większa niż węgla kamiennego wydobytego po II wojnie światowej. 





piątek, 21 marca 2014

WIOSNA, WIOSNA, WIOSNA ACH TO TY...


Pierwszy dzień kalendarzowej wiosny właśnie dobiega końca. 
Dzisiaj obchodzimy także Światowy Dzień Poezji. Czy to nie jest piękne połączenie natury z natchnionym słowem? 
Co jeszcze? No wiadomo - Dzień Wagarowicza, sztandarowe święto wszystkich uczniaków, ktorym dzisiejsza aura naprawdę dopisała... i jak mi się wydaje Światowy Dzień Lasu. Jeśli o czymś zapomniałam, proszę o podpowiedź…

O wiośnie najpiekniej  śpiewał Marek Grechuta...


czwartek, 20 marca 2014

HEH...

Hmm... no to przetestujmy tych wybrańców, co to w pubie relaksu zażywają ...
Ktokolwiek kosztował, ktokolwiek widział lub wie, albo się tylko domyśla, niechaj kreśli słowa komentarza...

25.03.2014
Widzę, że moja zagadka utknęła w martwym punkcie :(

06.04.2014  
Cóż... szkoda, że prawidłowa odpowiedź nie padła  :(
Jutro napiszę, co to jest.

Prawidłowa odpowiedź:
Piwo jasne pełne plus kieliszek wódki czystej w środku, czyli tzw. UBOT

środa, 19 marca 2014

ZEGARMISTRZ ŚWIATŁA PURPUROWY...

Kiedyś tam było inaczej...
Było prościej...
Było spontanicznie...
Wesoło też było...
Było ognisko...
Były gitary...
"Zegarmistrz światła" rozbrzmiewał o zmroku
Nie było kasy...
Ale była radość młodości...
Niczym niezmącony entuzjazm...
Kiedys tam było inaczej...

...Takie tam wspomnienia mnie naszły...

A kiedy przyjdzie także po mnie
Zegarmistrz światła purpurowy
By mi zabełtać błękit w głowie
To będę jasny i gotowy

Spłyną przeze mnie dni na przestrzał
Zgasną podłogi i powietrza
Na wszystko jeszcze raz popatrzę
I pójdę nie wiem gdzie - na zawsze.





niedziela, 16 marca 2014

NIEWINNA WINNICZKA...


"Niewinna Winniczka"


Ostatnio z moim małżonkiem zrobiliśmy sobie sentymentalny wypad do najpiękniejszego kąpieliska – uzdrowiska na środkowym wybrzeżu. 
Jakoś tak ciągnie nas w to miejsce, ponieważ właśnie tam zaczęła się nasza wspólna przygoda. Mowa oczywiście o Ustce  k/Słupska. 
Wieczorową porą, po długim, wyczerpującym spacerze brzegiem morza, nogi poniosły nas jeszcze w jedno magiczne miejsce, które znajduje się przy głównej ulicy Ustki, nieopodal portu. 
Miejsce cudownie cudowne, jedyne w swoim rodzaju z niepowtarzalnym klimatem - dla duszy i dla ciała, czyli  „Herbaciarnia i Winiarnia Galeria” 
Tym razem odwiedziliśmy winnicę, a raczej, jak nazywała to miejsce, przesympatyczna właścicielka – „Niewinną Winniczkę” 






Mnie osobiście przypadł do gustu wystrój wnętrza, który stanowią stare tapicerowane fotele i sofy, a także inne rodem z Dessy meble, które na tle kamiennych ścian wyglądają obłędnie. Z każdej strony zerkają na gości, dzieła tamtejszych artystów, wyraźnie zaprzyjaźnionymi z wlascicielką, którzy jak widać są tu częstymi bywalcami . Kocham takie klimaty. Winniczka wydaje się być przesiąknięta aromatem wszelakich przypraw korzennych, samego wina, a także rozmaitych ciast domowego wypieku.



Właścicielka zaprosiła nas na degustację „Siekierki” , w skład której wchodziło gorące wino, wódka i przyprawy. Szczerze polecam, bo smak i aromat naprawdę przedni, a przy okazji darmowa inhalacja…  :)



Żegnając winniczkę zaopatrzyliśmy się w kilka butelek naprawdę dobrego wina. 
Jeśli będzie Wam dane kiedykolwiek odwiedzić to urokliwe nadmorskie miejsce, to nie zapomnijcie o „Niewinnej Winniczce”, naprawdę warto tam zajrzeć…




( Siekierka )





sobota, 15 marca 2014

FIOLETOWA BABCIA...


Bywa tak, że dzień mija sobie tak po prostu bez echa. W zasadzie wstajesz, aby za chwilę ułożyć się do snu i tyle. Takich dni co prawda mam niewiele w moim kalendarzu życia, ale są… po prostu są…

Tym razem było inaczej...
Wczorajsza moja przygoda, bo tak to trzeba raczej nazwać, była dziwna i przyznam szczerze, że cos takiego spotkało mnie po raz pierwszy w życiu.

Do czego zmierzam?  
Wybrałam się z wizytą do jednej z moich pacjentek.  Nie wiem, czy jest na świecie, ktoś choćby trochę podobny do niej, ciepła, serdeczna, zawsze uśmiechnięta pani  A. Jedyna w swoim rodzaju, pomocna, troskliwa…Taka co to nie myśli jedynie o czubku własnego nosa, ale potrafi żyć życiem innych, będących w takiej czy innej potrzebie. Niektórzy nawet chyba wykorzystują tę jej dobroć i oddanie, ale pani A. jakby wiedząc o tym doskonale, uśmiecha się tylko, mówiąc – „Kochana, tak jest lepiej, tak trzeba”  Hmm…Uosobienie anioła…

…Kiedy, na szóstym piętrze wysiadłam z windy, mój wzrok przykuł widok siedzącej pod drzwiami pani A na krzesełku dziewczynki. ( jakieś 4-5 lat)
– Co tu robisz? - zapytałam odrobinę zdziwiona
– Pilnuje spania babci… - odpowiedziała bardzo poważnie mała
- Czego pilnujesz?
- Spania babci, a ty stukasz butami, ona się zmęczyła, ona śpi sobie…
- Czy pani A jest twoją babcią?
- To nie jest pani A, tylko fioletowa babcia…a Ty jesteś pani niebieska
- O co chodzi z tymi kolorami? Dlaczego ja jestem pani niebieska, a babcia jest fioletowa?
- Bo tak!... a tatuś jest żółty, a mamusia trochę żółta i pomarańczowa
- To taki rodzaj zabawy? –zapytałam, odrobinę zbita z tropu
- Ty jesteś niebieska, babcia jest fioletowa, tatuś jest żółty i mamusia trochę żółta i pomarańczowa – powtórzyła stanowczo, jakby poirytowana, że nie bardzo łapię o co jej chodzi.
- No dobrze, zostawmy te kolory – wyszeptałam małej prawie do ucha.
- Takie piórka masz niebieskie, zobacz…- ciągnęła dalej dziewczynka, wskazując rączką miejsce owych piórek, czyli jakby kontur mojego ciała…A ja dopiero teraz pomyślałam sobie o aurze i o tym, że ta mała chyba faktycznie coś takiego widzi.

Później rozmawiałam jeszcze z panią A, którą mała nazywała fioletową babcią i dowiedziałam się, że dziewczynka, mieszkająca po sąsiedzku od dłuższego czasu operuje takim właśnie nazewnictwem i bardzo irytuje się, gdy inni nie podzielą jej  optyki.
Co o tym myśleć tak naprawdę?

Czy ta mała widzi pole energetyczne, które otacza każde ciało niczym wielkie jajo?   Hmm… 

sobota, 8 marca 2014

JULIO...MOJA JULIO...

Niektórzy upierają się, że 8 Marca to komunistyczne święto i tyle... Nawet nie zamierzam dyskutować na ten temat. Może tak, może nie... A może tak i nie...  A niech tam każdy sobie myśli, co chce... 
A ja Moje Kochane Julie, dedykuję Wam liryczną, chyba już całkiem zapomnianą piosenkę,  do której klip pochodzi z filmu  "Ksiażę i ja" 


czwartek, 6 marca 2014

WHAT IS IT ?

WYOBRAŹNIA JEST WAŻNIEJSZA OD WIEDZY, PONIEWAŻ WIEDZA JEST OGRANICZONA...

Co podpowiada Ci Twoja wyobraźnia?  Czy potrafisz to nazwać?

środa, 5 marca 2014

PYTASZ - JA ODPOWIADAM...

Zakładając tego bloga, postanowiłam nie pisać o mojej pracy zawodowej (Pracę zostawiam w pracy…)  
Jednak robię wyjątek dla...

Pytasz, ja odpowiadam:
Oczywiście, że miałam do czynienia z rodzinami samobójców z racji mojej profesji. Mam świadomość, że dla bliskich taka sytuacja, to niekończąca się trauma. Taka strata jest przytłaczającym doświadczeniem, stawia bliskich przed koniecznością zmierzenia się z lawiną pytań bez odpowiedzi. Natrętne pytanie „dlaczego?” i zastanawianie się „co by było, gdyby?” Zdarza się, że osoby, które musiały zmierzyć się z taką stratą , cierpią przez całe lata po śmierci bliskiej osoby. Często czują się oszukane, zdradzone, pozostawione na pastwę losu.

Dlatego ważnym obszarem mojej terapeutycznej działalności, jest ukazanie najbliższym, że samobójstwo, nie jest kwestią wyboru. Samobójca nie dostrzega alternatywnych form rozwiązania swojego problemu, dochodzi do zawężenia pola świadomości. Jedynym sensownym działaniem jest pozbawienie się życia. To, co było kiedyś ważne, przestaje się całkowicie liczyć, żona, mąż, dziewczyna, rodzeństwo, rodzice, ukochane dzieci -to wszystko schodzi na trzeci plan. Świat wyznawanych wcześniej wartości przestaje istnieć. W takich przypadkach mamy do czynienia z tzw. widzeniem tunelowym, gdzie dochodzi do filtrowania informacji i zdarzeń w specyficzny sposób. Aż wreszcie jakieś błahe z pozoru zdarzenie może zadziałać, jak przysłowiowa kropla przepełniająca czarę goryczy i często  nie ma już odwrotu.
Trudno jest mi na ten temat pisać ponieważ każda ludzka historia jest inna, o różnorodnym podłożu. Zatem jakiekolwiek uogólnianie mija się z celem. 
Jednak ja nie osądzam...staram się aby nigdy, nikogo nie osądzać i Tobie polecam to samo...bo tak, jak pisałam wcześniej : Nie wiemy czemu ma to służyć w ogólnym rozrachunku duszy".

poniedziałek, 3 marca 2014

"MIJAM, JAK DESZCZ..."

Mój ostatni post poświęciłam tematyce samobójczej śmierci. To trudny temat i faktycznie jakiś taki mroczny.
Jednak myślę sobie, że warto było, chociażby po to, aby spróbować myśleć inaczej... Bo czy wolno nam oceniać, czy potepiać takie tragicznego zakończenia ziemskiej wędrówki? Przecież tak naprawdę nie wiemy, czemu to ma służyć w ogólnym rozrachunku.


Sytuacja, w której dochodzi do samobójstwa, jest trudna do określenia, zazwyczaj składa się na to szereg czynników natury psychologicznej bądź społecznej.
Jeśli nie możemy pomóc w zatrzymaniu tego desperackiego czynu, to może spróbujmy pomilczeć... tak zwyczajnie, bez komentarza, bo chyba nie jesteśmy w stanie tego zrozumieć.... To zupełnie inna optyka...

„…Niechaj każda dusza kroczy własną drogą…”

 Mirosław Breguła, lider zespołu Universe
Idol wrażliwych serc… tak o nim myślano…Zapewne, gdy pisał swoje pierwsze piosenki, nikt nie był w stanie przewidzieć, jakie będą jego dalsze losy. Gdy wyśpiewywał autorskie teksty, tym niebywale przejmującym i smutnym głosem, który uzależnia, nikt nie mógł przewidzieć, że popełni samobójstwo. 

"Mijam, jak deszcz"




niedziela, 2 marca 2014

"STEPHEN LIVES"

Zastanawiam się, dlaczego w dalszym ciągu panuje pogląd, że samobójcza śmierć zasługuje na społeczne potępienie ? 
Czy dzieje się tak dlatego, że zakończenie życia następuje w tym wypadku stosunkowo szybko? 

Jeśli ktoś odbiera sobie życie nagle, przy pomocy broni palnej, tabletek, czy sznura, to popełnia grzech ciężki ?

Człowiek nie ma prawa decydować o zakończeniu swojego życia, leży to tylko i wyłącznie w gestii Boga.  Akt samobójstwa to grzech, przeciwko przykazaniu „Nie zabijaj”, a zatem potępienie na wieczność…
To tylko ogromne uproszczenie, które niestety do dziś pokutuje. Zweryfikujmy to: Naukowcy już jakiś czas temu stwierdzili, że większość takich osób w chwili popełniania tego aktu, nie jest w pełni poczytalna, często pod wpływem środków odurzających. Nie może więc świadomie popełnić grzechu ciężkiego.
Samobójcy, to istoty, które przeważnie są bardzo samotne, opuszczone, przerażone sytuacją w której się znalazły, kieruje nimi strach, lęk przed dalszą egzystencją, brak wsparcia czy jakiejkolwiek pomocy, niezliczone pokłady  cierpienia i rozpaczy.
Obłędem jest przypuszczać, że Bóg domaga się, aby cierpienie nie miało końca i że szybkie położenie jemu kresu jest rzeczą złą.

A co z tymi, którzy zatruwają swój organizm, wdychając substancje rakotwórcze, czy spożywają żywność skażoną środkami chemicznymi, co na dłuższą metę jest przecież zabójcze. Na tysiące różnych sposobów niszczymy własne zdrowie, wiedząc, mając świadomość, że to wszystko jest dla nas szkodliwe. A skoro substancje te nie zabijają od razu, skracamy sobie życie bezkarnie. Jeśli zaś trujemy się czymś, co działa szybciej, mówi się, że łamiemy moralne prawo.

Bóg dał nam wolną wolę. Możemy zatem odmienić to, co przechodzimy, kiedy tylko chcemy. Wierzę bardzo mocno w to, że nasi bliscy, znajomi, czy zupełnie obcy nam ludzie, którzy zakończyli w ten sposób swoje fizyczne, ziemskie życie, mają się świetnie, bo Bóg nie karze, on kocha. I w chwilach naszej rozpaczliwej bezsilności otwiera swoje ramiona w geście miłości…


Jest na ten temat świetna książka „Stefan lives” Anne Puryear, która opowiada o jej nastoletnim synu – samobójcy. Polecam ją tym, którzy nie mogą sobie poradzić z własnym życiem po odejściu w taki właśnie sposób ukochanej osoby. Może pomóc w gojeniu się bolesnych ran.

sobota, 1 marca 2014

Z PRZYMRUŻENIEM OKA... KU PRZESTRODZE DLA TYCH Z MARSA

Coeur de pirate - Adieu 

Zdradzona kobieta nie przebiera w środkach...:)
Heh...ku przestrodze, dla tych z Marsa... :)




A tutaj troczę mojej ulubionej muzyki na weekend, zespoł Coeur de pirate (Serce pirata) Lubię takie klimaty...

Coeur de pirate - Verseau


Coeur de pirate - La petite mort